Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Botanika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Botanika. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 listopada 2011

Budowa Pierwotna Korzenia - Karty 3-częściowe Montessori




Dzisiaj obiecane karty 3-częściowe budowy pierwotnej korzenia. Nasze zabawy z korzeniami zaprowadziły nas właśnie w to miejsce. Dociekliwy Kuba nie dawał mi spokoju, bo w przekrojach poprzecznych znajdował, co rusz, to nowe elementy, które przyznam szczerze, nie za bardzo potrafiłam nazwać. Tak oto, po wstępnym researchu, powstał nowy komplet kart. Mam nadzieję, że komuś oprócz nas jeszcze się przydadzą. Dodam tylko, że Kuba jest zafascynowany nazwami poszczególnych elementów i próbuje je przekładać na życie codzienne, co powoduje wiele śmiesznych sytuacji. Wczoraj, przybiegł rano i poprosił o mleko argumentując, że jest spragniony i wysychają mu wiązki przewodzące ,a jego skóra zamienia się w korek ...

Jeżeli macie zamiar korzystać z przygotowanych przeze mnie kart, będziecie musieli na karcie z miazgą czyli kambium, dorysować je samodzielnie, jak na poniższym zdjęciu ;-)



Budowa pierwotna korzenia_karty 3-częściowe Montessori


KARTY KONTROLNE

Budowa Pierwotna Korzenia_karty Kontrolne Montessori

wtorek, 25 października 2011

Proste eksperymenty dla dzieci z marchewką w roli głównej


Dzisiaj moi drodzy, pierwszy z 3 eksperymentów, które towarzyszyły nam w trakcie zdobywaniu wiedzy o korzeniach. Ich bohaterem została marchewka. Warzywo smaczne, zdrowe i często chrupane w naszym domu, głównie w postaci surowej. Kiedy oznajmiłam chłopcom, że do eksperymentu potrzebne nam będą marchewki podniosło się larum: Antek się rozpłakał z obawy, że nie będzie miał co podjadać, a Kuba stwierdził, że marchewki są nudne i oprócz bycia chrupanym raczej do niczego się nie nadają. Musiałam się nieźle nagłowić,żeby przekonać ich że marchewka zasługuje na odrobinę uwagi ;-)) Ostatecznie dali się przekonać i już ochoczo zabrali się za realizację poszczególnych etapów. Nasze doświadczenie jest banalnie proste ale nawet mnie zaskoczyły jego rezultaty.



Jeżeli chcecie przeprowadzić podobny eksperyment musicie przygotować sobie:
- 3 dość duże marchewki ( w tym jedną lekko zwiędłą)
- 3 wąskie i wysokie pojemniki, wypełnione do połowy wodą
- deseczkę
- nóż
- odrobinę barwnika spożywczego

Nasze marchewki wyglądają jakby długo nie widziały wody, aż dziw bierze, że dzień przed eksperymentem, kiedy je kupowałam były śliczne i jędrne :-) Jak widać nie warto kupować marchewek w supermarkecie ;-(






Przede wszystkim, musimy skrócić nasze marchewki o końce. Odcinamy ok 1 cm kawałek z końcówki. Jest to pierwsza okazja, by przyjrzeć się marchewce z bliska. Młodszym dzieciom, możemy przygotować papierowy ręcznik i poprosić je, by odciętym kawałkiem spróbowały zrobić stemple. Antkowi ta część przygotowań podobała się zdecydowanie najbardziej.






Do dwóch z trzech pojemników z wodą dodajemy barwnik spożywczy. My użyliśmy czerwonego barwnika ale lepszy efekt dałoby użycie barwnika niebieskiego czy nawet zwykłego ciemnego atramentu. Następnie, wkładamy marchewki do przygotowanych przez nas pojemniczków, ustawiamy je w nasłonecznionym miejscu i czekamy od 4-7 dni. Prawie bym zapomniała, te lekko zwiędniętą marchewkę umieszczamy w pojemniczku z czysta wodą. Co dziennie zapisujemy obserwacje dotyczące zmian zachodzących w pojemnikach.






Drugiego dnia zauważyliśmy, że marchewki z pojemników z barwnikiem zabarwiły się na czerwono powyżej poziomu wody. Na tym etapie nic jeszcze chłopcom nie tłumaczyłam. Samodzielnie dokonana obserwacja zrobiła swoje, Kuba cały dzień próbował znaleźć wyjaśnienie tej zagadki ;-)






Dodatkowo, na czubku środkowej marchewki pojawiły się malutkie, zielone wypustki przypominające miniaturowe liście. Oprócz "zieleniny" pojawiła się pleśń - przynajmniej tak to wyglądało. I tu kolejny dowód na to, by marketowej marchewki unikać jak ognia:-(






Piątego dnia po pierwszym zanurzeniu, zdarzyło się coś czego nawet ja nie przewidziałam planując całe doświadczenie. Usłyszałam dziki krzyk i czym prędzej udałam się w kierunku z którego dochodził. Po przybyciu na miejsce, okazało się że źródłem całego zamieszania stały się nasze marchewki. W trakcie rutynowej obserwacji Kuba zauważył, że barwnik w obu pojemnikach wyparował.






Marchewki czerwieniły się bezwstydnie w połowie swojej długości, a rozgorączkowany Kuba jak zwykle doszukiwał się swoistej teorii spiskowej. Zgodnie uznaliśmy, że nasza cierpliwość się wyczerpała i przystąpiliśmy do części głównej eksperymentu.





W tej części Antoś uczestniczył pośrednio, doświadczał marchewki organoleptycznie - wiemy o tym, ponieważ z pod stołu dochodziło do nas głośne chrupanie ;-). Wracając do doświadczenia. Pewnie zastawiacie się czego chcieliśmy się dowiedzieć, kisząc nasze marchewki prze prawie tydzień w kolorowej zupie? Już pędzę z wyjaśnieniami. Po pierwsze chcieliśmy się dowiedzieć w jaki sposób roślina pobiera wodę z otoczenia. Do tego służyć nam miał zwiędnięty przedstawiciel marchewki z pierwszego niezabarwionego pojemnika.






Niestety supermarketowe pochodzenie marchewki przesądziło o niepowodzeniu całej operacji. Typowa, lekko zwiędnięta marchewka powinna odzyskać swoją jędrność po 2-3 dniach w czystej wodzie. To, co nam rzuciło się w oczy, to glutowato-maziowata substancja otaczająca część zanurzeniową marchewki i paskudny zapach wydobywający się z jej wnętrza;-) W sumie nieudane doświadczenia, to też wspaniała porcja wiedzy ;-)





Klapa pierwszego doświadczenia sprawiła,że Kuba musiał mi uwierzyć na słowo, że marchewka posiada specjalny system kanałów i kanalików tzw. wiązki przewodzące, pozwalających jej zasysać wodę z gleby i transportować ją do wyższych części rośliny. Żeby dokładniej zbadać cały system przewodzący, zabraliśmy się za marchewkę z drugiego pojemnika. Kuba dokonał profesjonalnego cięcia i po chwili przed naszymi oczyma leżały dwa piękne kawałki, prezentujące przekrój podłużny naszej marchewki.





Przede wszystkim, dowiedzieliśmy się gdzie podział się cały barwnik z pojemnika. Nie widać tego dobrze na zdjęciu ale barwnik tak, jak miało być, rozłożył się nierównomiernie. Na tej podstawie, Kuba doszedł do wniosku, że w miejscach gdzie skupienie barwnika było większe, znajdują się "wyspecjalizowane rury" do transportu wody. Dokładniej, oświadczył, że nasza marchewka jest "nieźle skanalizowana". Momentalnie mieliśmy punkt wyjścia do rozmów o różnych funkcjach jakie pełnią poszczególne części rośliny. Pojawiło się także nowe pojęcie - ABSORBCJA





Pokazałam Kubie jak wydłubać z marchewki jej walec osiowy. Nawiasem mówiąc, nie wiem jak wy ale ja jako dziecko robiłam to nagminnie - ponieważ ta część marchewki wydawała mi się zawsze najsłodsza ;-) Zbadaliśmy marchewkę od wewnątrz. Dla Kuby dużym zaskoczeniem była jej wewnętrzna dość gładka faktura. Bardzo podobały mu się, także otwory, w których znajdowały się korzenie boczne.





Oczywiście, prawdziwy naukowiec bada swój obiekt w różnych konfiguracjach. My nie chcieliśmy być gorsi i zbadaliśmy wszystko jeszcze raz ,tym razem bazując na przekroju poprzecznym marchewki. Dla nas dorosłych to nic wielkiego ale na dzieciach robi to zawsze duże wrażenie. Pomogłam Kubie zlokalizować elementy, które zdefiniowaliśmy przy przekroju podłużnym tj. łyko, drewno, kambium waskularne i korzenie boczne.





Kuba postanowił uwiecznić oba przekroje w swoim zeszycie.






Jakiś czas później, z moja niewielką pomocą, oznaczył poszczególne elementy marchewki






Oczywiście przez cały czas Kuba pracował z naszymi kartami nomenklaturowymi i kartami 3-częściowymi. Nawiasem mówiąc, budowa ogólna korzenia i budowa marchewki nieznacznie od siebie się różnią, co Kuba bardzo szybko zauważył. Ku mojej radości, podsyciło to jeszcze jego pęd do wiedzy. Dowiedział się, że korzeń korzeniowi nie równy ;-) Kiedy to piszę, obok drukują się karty z podziałem korzeni ze względu na funkcje i formy :-) Mam nadzieję, że zrobię Kubie jutro niespodziankę kiedy wróci ze szkoły ;-)))




Już wkrótce pokażemy Wam jak zrobić marchewkową pompę i przekonamy Was, że z marchewki można stworzyć baterię.

Może zainteresują Was, także te eksperymenty, które przeprowadziliśmy ostatnio:
* Proste eksperymenty dla dzieci - Magnetyzm część I
* Proste eksperymenty dla dzieci - Magnetyzm część II


A tym czasem, może macie jakieś ciekawe pomysły na dziwne i zaskakujące eksperymenty ?
Chętnie podejmiemy wyzwanie :-)!!!!!!



niedziela, 23 października 2011

Karty 3-częściowe Montessori - budowa zewnętrzna korzenia




Dzisiaj kolejna porcja wiedzy o korzeniach w postaci kart 3-częściowych Montessori.

Jeżeli pracujecie z dzieckiem, które nie czyta samodzielnie potrzebne Wam będą tylko karty kontrolne. Ja używam ich z Antkiem w formie dopasowywanki ;-) Na karcie kontrolnej, Antek układa taki sam obrazek z zestawu z etykietą, a przy okazji osłuchuje się z jeszcze dość abstrakcyjną dla niego nomenklaturą.

Dla dzieci w wieku Kuby (6 lat), które swobodnie czytają i piszą, w pliku znajdziecie karty do sporządzenia własnej mini książeczki. U nas tego typu zadanie jest mega hitem. Kuba bardzo lubi takie ksiażeczki zabierać ze sobą kiedy wychodzimy z domu np. do dziadka ;-) Stwarza to oczywiście wspaniałe warunki do utrwalania nowo poznanej wiedzy.

A to już obiecany link do pliku. Wystarczy w niego kliknąć by przenieść się na stronę z której można zapisać go na dysk. Powodzenia ;-)


BUDOWA ZEWNĘTRZNA KORZENIA_KARTY MONTESSORI_3-CZĘŚCIOWE

piątek, 21 października 2011

Karty Nomenklaturowe Montessori - Budowa zewnętrzna korzenia



Wczoraj rozpoczęliśmy kolejny, po słonecznikowym, blok tematyczny, tym razem dedykowany korzeniom. Rozpoczęliśmy go od kilku doświadczeń, za które chłopcy zabrali się z wielkim zapałem. O szczegółach postaram się napisać w trakcie weekendu, a na osłodę czekającym przygotowałam te oto karty nomenklaturowe związane z budową morfologiczną korzenia. Karty jak zawsze przeznaczone są wyłącznie do użytku domowego.

Karty 3-częściowe z budową zewnętrzną korzenia już jutro !!!!!

Jak zawsze istnieje możliwość przesłania materiałów na maila :-)


BUDOWA ZEWNĘTRZNA KORZENIA_KARTY NOMENKLATUROWE MONTESSORI

wtorek, 11 października 2011

Światowy Dzień Drzewa / World Tree Day



Wczoraj, 10 października w Polsce obchodziliśmy dzień drzewa. Z tej okazji postanowiliśmy przyjrzeć się drzewom uważniej, bo to w końcu największe rośliny na świecie. Rola, która pełnią w naszym ekosystemie jest bardzo istotna, dlatego warto uczyć i przypominać dzieciom o tym fakcie. Nasze przygotowania do dnia drzewa rozpoczęliśmy już w niedzielę od wyprawy do lasu. Nie był to byle, jaki wypad. Śmiało moglibyśmy go nazwać ekspedycją badawczą; -) Oczywiście do każdej ekspedycji należy się odpowiednio wcześnie i dokładnie przygotować. Nasz badawczy niezbędnik składał się z fachowej literatury poświęconej drzewom, dużej ilości czystych kartek, taśmy klejącej, nożyczek, świecowych kredek, wełny, miarki/centymetra, kompasu oraz sporego zapasu zamykanych strunowych woreczków. Po co nam to wszystko było potrzebne? Już za moment wszystko się wyjaśni.




Rozpoczęliśmy oczywiście od zebrania próbek liści, owoców i kory okolicznych drzew. Przyznam szczerze, że książka, którą się posiłkowaliśmy przy identyfikacji poszczególnych gatunków okazała się nieocenioną pomocą. W praktyce wcale nie tak łatwo jest odróżnić po liściach np.grab od jesionu. W każdym bądź razie, do domu wróciliśmy z pokaźną kolekcją; -) Antek, mimo, że nie ma go na zdjęciu wniósł olbrzymi wkład w kolekcjonowanie próbek liści. Gdyby mógł wyzbierałby wszystkie, co do jednego ;-)



EKSPERYMENTY DO PRZEPROWADZENIA W LESIE /PARKU

TAJEMNICA UKRYTA W KORZE

Las to wspaniałe miejsce do przeprowadzania eksperymentów. Zastanawialiście się kiedyś, co mogłyby Wam powiedzieć drzewa gdyby potrafiły mówić. Na pewno byłyby to niezmiernie ciekawe opowieści. Niestety wiemy, że nie przemówią do nas w ludzkim języku, co nie znaczy, że nie mogą nam zdradzić swoich tajemnic. Żeby poznać jedną z nich musicie zaopatrzyć się w czyste, białe kartki, taśma klejąca, nożyczki i jasne kredki świecowe. Czyste kartki mocujemy taśmą do drzewa. Tak przygotowaną kartkę pocieramy kawałkiem świecowej kredki. Dobrze jest powtórzyć to zadanie z drzewami o rożnej fakturze kory. Nie zapomnijcie też napisać na kartce, z jakiego drzewa pochodzi ten tajemny wzór. Po przyjściu do domu, pomalujcie Wasze kartki farbami plakatowymi. Jestem pewna, że rozszyfrowywanie "tajemnych" wzorów pochłonie Wasze dzieci bez reszty; -) Ta zabawa może stać się wspaniałym wstępem do układania własnych fantastycznych historii ;-)



GRUBY - GRUBSZY- NAJGRUBSZY

Ten eksperyment najlepiej przeprowadzać zespołowo, szczególnie, jeżeli mamy do czynienia ze starym drzewostanem. Co zrobić by dowiedzieć się, które drzewo w Waszym lesie ma największy obwód? Oczywiście można to zrobić na przysłowiowe "oko". Nie jest to jednak metoda precyzyjna i nie daje tyle radości, co podejście "organoleptyczne". Moim chłopcom do gustu przypadły najbardziej te dwie metody. Pierwsza ochrzczona przez nas metodą "na misia" polega na próbie objęcia drzewa za pomocą rąk. Oczywiście Ci bardziej dokładni mogą najpierw zmierzyć rozpiętość swoich ramion, by potem sprawnie przeliczyć "uchwyty" na centymetry, bądź metry;-). Druga metoda polega na jednokrotnym owinięciu danego pnia wełną, sznurkiem czy nitką; -) Sprawdza się ona świetnie w przypadku młodszych szkrabów, które jeszcze nie potrafią liczyć, ale mogą porównywać długości poszczególnych odcinków ze sobą i na tej podstawie ferować wyroki ;-)



Oczywiście, Kuba chciał wiedzieć dokładnie, ile centymetrów w obwodzie liczy sobie każde z drzew. W tym celu, wystawiając na próbę cierpliwość rodziców, praktykował niekończące się pomiary za pomocą tzw. centymetra.



POLOWANIE NA.... CZĘŚCI DRZEWA

Jakiś czas temu przerabialiśmy z chłopcami części drzewa w postaci kart 3-częściowych. Przyszedł czas by wiedzę teoretyczną sprawdzić w praktyce. Niezbędnym rekwizytem do tego zadania jest własnoręcznie namalowany schemat drzewa, który posłużył nam, jako punkt odniesienia. I Antek i Kuba bardzo szybko uporali się z zadaniem: korzenie, pień, kora, korona drzewa, owoce, liście, konary - wszystko zostało odnalezione, nazwane i odkreślone. Kuba uparł się byśmy utrwalili na zdjęciach poszczególne elementy i tak powstała nam fantastyczna książeczka, do której z czasem dopiszemy definicje ;-)



ZAGADKA HISTORYCZNA

Kolejny sposób na wydarcie drzewu jego skrzętnie skrywanej tajemnicy; -) Rosnąc drzewo staje się coraz wyższe i zyskuje kolejne centymetry w obwodzie. Czy patrząc na nie jesteście w stanie stwierdzić ile może mieć lat? Dla laika z pewnością jest to wyzwanie. Natura jednak przychodzi nam z pomocą. Wiek drzewa można w bardzo prosty sposób określić analizując jego pień. Nie da się tego niestety zrobić za życia drzewa;-(. No cóż, jeżeli uda się wam znaleźć w lesie ścięty pień możecie przystąpić do wstępnej analizy. Z każdym rokiem życia, drzewo zyskuje jedna nową warstwę tzw. słój. Licząc pojedyncze słoje dowiesz się jak stare było drzewo. Co więcej przekrój poprzeczny pnia może nam zdradzić informację na temat pogody w danym roku? Jeżeli słoje są szerokie możemy być pewni, że w danym roku było sporo opadów, jeżeli natomiast słój jest wąski - dany rok był raczej suchy.



GDZIE JEST PÓŁNOC?

Umiejętność prawidłowego określania kierunku przy pomocy środków innych niż kompas może nam kiedyś uratować życie (oczywiście mówię o warunkach ekstremalnych) Poza tym, może być po prostu wspaniałą zabawą. Mchy i porosty rozwijają się na zacienionych obszarach. Dlatego drzewa zazwyczaj są porośnięte mchem od strony północnej. Możemy poprosić dzieci by sprawdziły to osobiście. Warto mieć dla weryfikacji kompas. Dzieci są zazwyczaj przekorne i zapalczywie próbują znaleźć wyjątki potwierdzające regułę ;-)



Wycieczka do lasu to wspaniała okazja by porozmawiać z dziećmi o tym, dlaczego drzewa są dla nas ważne. W otoczeniu rosłych egzemplarzy dużo łatwiej o kreatywność, poza tym wiele odpowiedzi można po prostu zobaczyć. Tak jak ta: drzewa są ważne, bo dają schronienie wielu gatunkom zwierząt. Rozejrzyjcie się uważnie jak życie buzuje dookoła Was. Jeżeli będziecie mieć szczęście uda wam się podejrzeć ten mikrokosmos, który warto zachować dla kolejnych pokoleń;-)






DLACZEGO LIŚCIE ZMIENIAJĄ KOLOR I USYCHAJĄ?

Ten eksperyment najbardziej przypadnie do gustu najmłodszym dzieciom. Na Kubie, który coś niecoś wie o całym procesie nie zrobił wielkiego wrażenia;-(. Co wam będzie potrzebne? W pierwszym etapie po jednym zielonym egzemplarzu liści, dwóch różnych gatunków drzew. My wybraliśmy sosnę i liście jarzębu. Pozwalamy dziecku zapoznać się dogłębnie z fakturą, strukturą, kształtem, kolorem, zapachem danego liścia. Dla starszych dzieci możemy przygotować kartę pracy, gdzie namaluje, podyktuje bądź zapisze swoje obserwacje. Następnie zostawiamy liście w spokoju, obserwując je przez kilka dni razem z dzieckiem pod względem zmian, które w nim zaszły. Żeby ułatwić porównanie możemy na tym etapie pokusić się o zdobycie kolejnych zielonych egzemplarzy. Antkowi bardzo spodobało się obserwowanie całego procesu, co jakiś czas podbiegał do okna by sprawdzić czy coś się zmieniło; -) Dowiedział się, co to jest chlorofil (nawiasem mówiąc a każdym razem, gdy wymawia to słowo strasznie przy tym chichocze) i że liście pozbawione wody usychają. Z przedszkolakiem możemy pokusić się o próbę fachowego wytłumaczenia całego procesu.



ZASADŹ SWOJE DRZEWO

Każdy człowiek powinien w swoim życiu posadzić, chociaż jedno drzewo. Im szybciej ten przekaz trafi do naszych dzieci tym większe są szanse, że zostanie wcielony w życie. W ramach przygotowań do zasadzenia prawdziwego drzewa, postanowiliśmy sami wyhodować sadzonki z uzbieranych w lesie nasion. Nasionka trafiły do doniczek, a my czekamy cierpliwie na wynik naszego eksperymentu. Zasadziliśmy nasiona: brzozy, klonu, jabłka i lipy ;-)





PRACE PLASTYCZNE INSPIROWANE DRZEWAMI


Nie sposób mówić o drzewach pomijając ich wpływ na sztukę i literaturę. Drzewa były, są i będą spokojnym zaciszem dla twórców różnej maści. Maja swoją ugruntowaną pozycję w literaturze. Od wieków są wdzięcznym tworzywem artystów rzeźbiarzy i wielbicieli sztuki użytkowej; -) My też znaleźliśmy w nich inspirację ;-)



JESIENNE DRZEWO

Jesienne drzewo, to kontynuacja naszego tematu związanego z porami roku. Do wykonania wyklejanki potrzebne Wam będą: kolorowy papier, ozdobny dziurkacz w kształcie liścia, klej. Jest to połączenie zadania z dziedziny życia praktycznego (wykrajanie liści) i sztuki (tworzenie kompozycji) Nie może się nie udać!!!



SZABLONY Z LIŚCI

To już stały punkt każdej jesieni w naszym domu. Wykonywanie prac przy użyciu liści jest tanie i efektowne. Osobiście cała nasza trójka(tata raczej nie dałby się namówić) uwielbia paćkać się w farbie - to cudowne sensoryczne doznanie!!!!. Jak widzicie, Antka poniosło i malował szablonami stworzonymi z własnych dłoni. Nawiasem mówiąc z odcisków dłoni powstają piękne imitacje liści klonu;-)



Kuba podszedł do sprawy bardziej profesjonalnie niż Antek i wytrwale pracował nad swoim jesiennym parkiem;-)



WYZWANIA JĘZYKOWE I MATEMATYCZNE

Korzystając z tych fantastycznych kart, które znalazłam TUTAJ stworzyłam dla Kuby zestaw matematyczno-językowy. Nauczyliśmy się nazw popularnych drzew po angielsku jednocześnie oswajając się z pojęciem symetrii.



Korzystając z materiałów znalezionych na TEJ stronie. Powtórzyliśmy sobie pojęcia liczb parzystych i nieparzystych po polsku i po angielsku; -) Te liczbowe liście to nieoceniona pomoc w naszych codziennych zabawach - nie tylko matematycznych.



Nasz temat inspirowany dniem drzewa będzie miał swoją kontynuację. W najbliższej przyszłości zajmiemy się tworzeniem drzewa genealogicznego naszej rodziny. Przygotowuje też dla chłopców zbiór zadań opartych na popularnych legendach o drzewach. W planach mam także zabawy językowe z wyrażeniami frazeologicznymi i przysłowiami związanymi z drzewami. Mam nadzieję, że uda się nam także przyjrzeć z bliska mieszkańcom lasów i ich domom oraz że znajdzie się czas na grzybobranie ;-) Ale jak wiecie z dziećmi zazwyczaj łatwiej coś powiedzieć niż zrobić ;-)

Trzymajcie się ciepło kochani;-)
-


poniedziałek, 3 października 2011

Podstawowe potrzeby roślin



Mimo poślizgu czasowego, w niedzielę udało się nam wreszcie rozpocząć nasz "słonecznikowy" blok tematyczny. Zaczęliśmy oczywiście od przypomnienia sobie podstawowych potrzeb wszystkich istot żywych posiłkując się tacą kontrolną wykonaną według wskazówek z albumu Karen Tyler. O samej tacy pisałam TUTAJ. Później jeszcze przypomnieliśmy sobie na jakie królestwa dzieli się świat istot żywych. Po tej rozgrzewce, mogliśmy siało przejść do celu głównego jakim było poznanie podstawowych potrzeb roślin na przykładzie naszego tematycznego bohatera - słonecznika. W tym celu przygotowałam dla Kuby tę oto mini książeczkę. Kuba pięknie mi ją przeczytał (eksplozja czytelnicza nadal trwa ;-) ) Oczywiście nie obyło się bez dyskusji, z której zrodziły się nowe ciekawe pytania badawcze ;-). Bardzo mi zależy na tym, by czytanie nie ograniczało się do mechanicznej czynności, dlatego po każdym akapicie proszę Kubę o opowiedzenie własnymi słowami tego co zrozumiał. Oczywiście po kompletnej lekturze zadaję mu tzw. pytania do tekstu. Co mnie cieszy, zaobserwowałam u Kuby nową umiejętność -Kuba potrafi odszukać w tekście adekwatne do pytania elementy i posiłkuje się nimi w celu uzupełnienia odpowiedzi. ;-)

Do książeczki dodatkowo przygotowałam zestaw nomenklaturowy z pojęciami, pojawiającymi się w tekście książeczki.

Książeczkę i definicje do niej można oczywiście ściągnąć z mojego konta na scribd.com - link do plików znajduje się na dole strony ;-)


Wszyscy dobrze wiemy,że im więcej zmysłów angażujemy w proces przyswajania wiedzy tym łatwiej ową wiedzę przyswajamy. Tak więc podjadając smaczny, własnoręcznie łuskany słonecznik zabraliśmy się do przygotowania mini plakatu, który miał nam przypominać o tym czego słoneczniki i inne otaczające nas rośliny potrzebują do prawidłowego funkcjonowania. Było wycinanie, wydzieranie, podpisywanie i dużo, dużo śmiechu i radości wynikającego ze wspólnej pracy. Nawet upaprane klejem ręce nie zepsuły naszego dobrego humoru. Musicie wiedzieć, że nie ma dla Kuby nic gorszego na świecie niż glutowato-lepkie dłonie. Tym bardziej cieszę się, że bez marudzenia przebrnął przez cały projekt ;-)




A to już owoce naszej popołudniowej zabawy ;-) Jedyną rzeczą, którą bylibyśmy skłonni zmienić to zdecydowanie wielkość kartki. Format A3 sprawdziłby się idealnie!!!



Tak oto zaczęła się nasza słonecznikowa przygoda. Na dzisiaj zaplanowałam dla chłopców spotkanie ze słonecznikiem w bardziej praktyczny niż teoretyczny sposób. Oczywiście nie zapominamy także o aspektach artystycznych i walorach kulinarnych naszego słonecznego przyjaciela ;-). Więcej o temacie napiszę jak uda się go nam posunąć dalej ;-)

A to już obiecane linki do ćwiczeń:

PODSTAWOWE POTRZEBY ROSLIN_KSIĄŻECZKA


PODSTAWOWE POTRZEBY ROŚLIN - DEFINICJE

piątek, 5 sierpnia 2011

Kącik Małego Przyrodnika


Ekspozycja podobna do tej ze zdjęcia powyżej pojawia się w naszym domu,w mniej lub bardziej regularnych odstępach czasu. Żeby nadać jej charakter cykliczny postanowiłam wygospodarować dla chłopców miejsce, w którym będą mogli z pełna bezkarnością składować skarby matki natury przyniesione ze spacerów. Kuba oficjalnie ochrzcił je kącikiem przyrodnika, instruując Antka co do zasad jakie należy przestrzegać wchodząc w kontakt z zasobami, które mieści. Od momentu, kiedy tacka ze skarbami wylądowała na swojej półce, nie ma dnia żeby chłopcy nie poświęcili jej swojej uwagi ;-)) Co mnie bardzo cieszy, chłopcy lubią korzystać z niej wspólnie - nie ma przy tym kłótni i przepychanek ;-) Kuba dzieli się hojnie swoją wiedzą z Antkiem, a ten pochłania informację jak gąbeczka ;-)Przed każdą wyprawą do lasu chłopcy planują co dołożą do kącika po powrocie ;-)

Celem wczorajszej wyprawy były nasiona. Chłopcy zebrali ich całkiem pokaźna ilość ;-) Dzisiaj, przyszedł czas na wnikliwą obserwację i klasyfikację.



Antosiowi do gustu najbardziej przypadły własnoręcznie zebrane żołędzie. Ponieważ kilka dni wcześniej bawiliśmy się w rozpoznawanie rzeczy miękkich/twardych, szorstkich/gładkich itp., było mi miło, kiedy Antek miętoląc w łapkach żołędzia oświadczył: "Czapeczka jest siorstka, a bziuśek gładki".



Kuba natomiast zrobił mi wielką niespodziankę tworząc samodzielnie etykiety z nazwami poszczególnych drzew, z których pochodziły nasiona. Był; kasztan, jarzębina (napisana wprawdzie przez "ż", ale na ortografię mamy jeszcze wiele czasu), dąb, lipa i klon.


W ramach dalszych zabaw postanowiliśmy z Kuba zasadzić w doniczkach po jednym z nasionek i uważnie obserwować co też nam z nich wyrośnie. Oczywiście, żeby się nie pogubić zrobiliśmy także mini album, w którym chłopcy umieścili po jednym przedstawicielu danego gatunku. Ponieważ zabawa z nasionami jest przednia, jutro zaproponuję Kubie stworzenia trójwymiarowych kart trzyczęściowych, takich jakie widziałam u K. z Do dzieci z pasją ;-)W planach mamy także sortowanie nasion opierając się tylko na zmyśle dotyku ;-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...