Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Język. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Język. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 marca 2012

Nie taki diabeł straszny, jak go malują...




Związki frazeologiczne, nie jednego ucznia, potrafią przyprawić o zawrót głowy. Za dość tajemniczą nazwą, kryją się zwroty i wyrażenia, których właściwe znaczenie odbiega od znaczenia dosłownego. Nieznajomość owych wyrażeń może w najmniej oczekiwanych momentach nieźle skomplikować nam życie. Przesadzam oczywiście ;-) Niemniej jednak, dobrze się wziąć z nimi za bary, póki nie jest za późno ;-)

W celu wprowadzenia Kuby w świat frazeologizmów, postanowiłam przygotować dla niego trzy pierwsze zestawy związków frazeologicznych i ich definicji. Zadanie ma charakter dopasowywanki. Posiada także wbudowany element samokontroli w postaci kodowania na odwrocie etykiet. Kontynuacją ćwiczenia podstawowego jest zabawa polegająca na wymyślaniu kontekstu, w którym dany związek frazeologiczny mógłby się pojawić.



Pierwsze podejście. Kuba nie mógł się doczekać i postanowił spróbować swoich sił z jeszcze niezalaminowanymi etykietami.




W pełnym skupieniu odczytywał etykiety z definicjami...




Zaskoczył mnie, bo za pierwszym razem, udało mu się wykonać poprawnie ponad 80 procent zadania ;-) Pewnie to tylko przypadek. Prędzej czy później, wszystko wyjdzie w praniu ;-)Najważniejsze, że zadanie bardzo mu się podoba i stara się używać tych nowo poznanych wyrażeń, gdy tylko jest to możliwe!!!










Wspaniałym uzupełnieniem naszych zabaw z frazeologizmami jest książka Agnieszki Frączek, którą, z czystym sercem, mogę polecić wszystkim miłośnikom zabaw i gierek językowych. "Siano w głowie czyli trafiła kosa na idiom" to lektura obowiązkowa dla tych, którzy lubią odwracać kota ogonem i zrywać boki ze śmiechu. Nasza półka pełna jest zabawnych pozycji , które wyszły spod pióra Pani Agnieszki, a ciągle nie mamy dość;-)

Dziękujemy Pani Agnieszko!!!



A Wy? Macie swoje ulubione wyrażenie, idiom, przysłowie ? Nie będziemy Wam oczywiście suszyć głowy i wpuszczać Was w maliny, ale jeżeli się z nami podzielićie będziemy w skowronkach ;-)

Kto ma ochotę na nasze pliki, niech pisze na maila. Lada chwila pojawią się one, także na nowo powstałej Ogólnopolskiej Platformie Wymiany Plików Montessori:-)

Przedwiosenne uściski dla Was od nas ;-)

niedziela, 4 marca 2012

Sypią się piórka ...



Pierwszego marca, w naszym mieście, rozpoczęła się rekrutacja dzieci do przedszkoli publicznych na rok 2012/2013. Jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli, z początkiem września Antoni zasili szeregi radosnych przedszkolaków. Proces przejścia spod skrzydeł mamy pod skrzydła przedszkola do łatwych nie należy, żeby go trochę ułatwić postanowiłam rozpocząć cykl daleko zakrojonych przygotowań. Przygotowania swym zasięgiem obejmują wszystkie sfery życia naszego milusińskiego, ale dzisiaj opowiem Wam tylko o jednej z nich. Przyznam się szczerze, że jak każda mama dziecka prowadzonego metodą Montessori mam pewne obawy dotyczące jego adaptacji w środowisku przedszkolnym. Z jednej strony, boję się że zabawy i metody pracy tradycyjnych przedszkoli będą dla Antka dość twardym orzechem do zgryzienia. Z drugiej strony, wierzą mocno, a moja wiara opiera się o doświadczenia, jakie zdobyłam z Kubą, że przedszkole jest dziecku potrzebne i stanowi ważny element w jego życiu społecznym i emocjonalnym.
Jednym z elementów oswajania Antka z typową formą zajęć przedszkolnych jest wprowadzenie do naszych codziennych "zajęć" typowego bloku dydaktycznego. Nic super wyjątkowego, ale zbliżonego do tego z czym Antoś może spotkać i z pewnością spotka się w przedszkolu. Pewnie zastanawiacie się po co to całe "hallo"? Zabawy, które mam zamiar zaproponować Antolkowi, to ćwiczenia których bazą są inscenizacje prostych wierszyków i piosenek przedszkolnych i zabawy tematyczne związane z ich treścią. Blok tych zajęć uzupełnia cykl zajęć umuzykalniających, ruchowych o charakterze gimnastycznym i cała masa zabaw manipulacyjno-konstrukcyjnych. Są to zabawy, które w przeciwieństwie do "zabaw" Montessoriańskich uwzględniają dużą dozę dziecięcej fantazji. We wspomnianych zabawach jest sporo miejsca na improwizację i modyfikację. Wszystko jest jeszcze w fazie testowej, sama jestem ciekawa jak Antolek przyjmie taką formę, i jaki będzie ona miała wpływ na nasz dotychczasowy cykl pracy. Jeżeli Wy, też stajecie przed podobnym dylematem i bijecie się z myślami zachęcam do dyskusji. A może macie już jakieś wypracowane, sprawdzone metody lub ciekawe obserwacje? Będzie mi niezmiernie miło, jeżeli podzielicie się nimi ze mną i czytelnikami bloga.



Oto pierwsza, testowa modyfikacja naszych zabaw. Przy jej przygotowywaniu miałam w głowie tylko luźny zarys celu jaki chcę osiągnąć. Założyłam, że pozwolę Antolkowi przejąc inicjatywę i zobaczę dokąd nas taka zabawa zaprowadzi. Naszym tematem lutowym oprócz zabaw magnetycznych jest zima i towarzyszące jej zjawiska ;-) Pomyślałam sobie, że na pierwszy ogień dobrze byłoby wykorzystać krótki wierszyk związany z tematem. Mój wybór padł na wierszyk pt. "Piórka" W. Domaradzkiego. W celu przeprowadzenia inscenizacji wierszyka, przygotowałam sobie tacę, na której znalazł się: koszyk z kolorowymi piórkami, pojemniczek z miniaturowym kotkiem i gąską oraz zdjęcia przedstawiające po kolei:przysypane śniegiem pole, przysypany śniegiem sad oraz zdjęcie padającego śniegu. Wierszyk jest króciutki więc nie było potrzeby drukowania go na kartce, nauczyłam się go na pamięć w minutkę ;-)




"Piórka" W. Domaradzki

Sypią się piórka
małe i duże.
Czy to ktoś gąskę
oskubał w górze?

Ścielą się wszędzie,
w polu i w sadzie.
A kotek mruczy:
- Spójrzcie, śnieg pada!

Oczywiście, inscenizację wierszyka poprzedziła krótka rozmowa wstępna. Opowiedzieliśmy sobie o tym, jaka mamy porę roku(zima), co dzieje się zimą za oknem (pada śnieg),o tym, jak robi się wtedy zimno. Mówiliśmy, tez o tym, co potrafi mróz (szczypie w nosy i policzki, maluje obrazy na szybach, pokrywa rośliny szronem). Następnie, postanowiliśmy poszukać zimy za naszym oknem. Ku rozczarowaniu Antolka, na dworze nie była ani jednego "złamanego" płatka. Pocieszyłam go, bo posmutniał i zaprosiłam na matę mówiąc,że mam mu coś ciekawego do pokazania i opowiedzenia.
Antek bardzo zainteresował się zawartością tacy. Wyjęliśmy na matę poszczególne elementy, nazywając je. Przypomnieliśmy sobie, jaki dźwięk wydaje każde z naszych zwierzątek. Obejrzeliśmy i nazwaliśmy poszczególne elementy na zdjęciach. Taka rozmowa wstępna, to także wspaniałe ćwiczenie językowe kształtujące umiejętność swobodnej wypowiedzi i dodatkowo wzbogacające słownik malucha ;-) Następnie na tacy, która imitowała podwórko (wiem, wiem, nie wysiliłam się za bardzo, lepsza byłaby jakaś typowo wiejska sceneria)ustawiłam gąskę i kotka, wzięłam koszyczek z piórkami do ręki i recytując wierszyk, po woli zaczęłam sypać piórka na zwierzaczki. Antek był wniebowzięty, siedział i patrzył jak zaczarowany. Wierszyk i całą inscenizację powtarzaliśmy wielokrotnie. Antek wdzięcznie wyręczał mnie w sypaniu płatków, mnie pozostawiając rolę zdziwionego kotka. Chciałam z nim omówić nasz wierszyk, ale był tak pochłonięty inscenizacją, że w tym momencie nie miałoby to najmniejszego sensu. Postanowiłam odłożyć tę część zabawy na popołudnie.






Antosiowi najbardziej podobało się tworzenie zasp "śnieżnych"





... eksperymentował także z wysokością i intensywnością opadów ;-)




Pierwotnie chciałam użyć tylko białych piórek, jednak zachwyt Antolka tą feerią barw, utwierdził mnie w przekonaniu, że miks kolorystyczny był trafną decyzją:-) Energetyczność tych kolorów, nawet we mnie tchnęła odżywczą energię ;-)



Nasze zwierzaki pomogły nam bardzo w trakcie omawiania wierszyka. Antek uwielbia mówić głosem swoich zabawek, mimo, że nie jest to zbyt montessoriańskie podejście, mnie nie przeszkadza kiedy to robi. W końcu głównym założeniem Montessori jest podążanie za dzieckiem i jego potrzebami ;-) A Antek najwyraźniej taką potrzebę ostatnio ma ;-). Samo omówienie wierszyka skupiało się wokół typowych pytań tj. "O czym był wierszyk, który sobie teraz opowiedzieliśmy?" "Jakie piórka sypały się z góry?" "Co pokrył śnieg swym puchem?" itd. Oczywiście w trakcie odpowiedzi posiłkowaliśmy się wspomnianymi wcześniej zdjęciami. Przypomnieliśmy sobie, czym jest pole, a czym sad itd. Nie obyło się, także bez skrupulatnego gromadzenia dowodów (piórka małe i duże zostały posegregowane dzięki uprzejmości kota, który zbierał te duże pióra i gąski, która objęła patronat nad maleńkimi piórkami. Nasza gąska przeszła, także inspekcję w celu sprawdzenia stanu upierzenia ;-)




Przy jednej z kolejnych inscenizacji, poszliśmy o krok dalej. Ponieważ w lodówce zostało mi jeszcze trochę zachomikowanego śniegu, przełożyłam go do miseczki i zaproponowałam Antosiowi mały eksperyment. Jego celem było określenie podobieństw i różnic miedzy prawdziwym, a piórkowym śniegiem. Wspólnie, metodą "organoleptyczną" ustaliliśmy następujące fakty: Prawdziwy śnieg jest zimny, mokry, miękki, klejący, trudno go zdmuchnąć i szybko się rozpuszcza w dłoniach. Śnieg piórkowy dla odmiany, jest ciepły, suchy, miękki, nie klei się, łatwo go zdmuchnąć i nie rozpuszcza się w dłoniach. Całkiem sporo, jak na taki skromny eksperyment, prawda? Przy zabawach ze śniegiem można nieźle zmarznąć. Najszybciej można się rozgrzać, ruszając się w rytm ulubionych zimowych piosenek, co niezwłocznie uczyniliśmy. O naszych inscenizowanych zabawach ruchowych postaram się napisać przy kolejnej okazji ;-)Rozgrzani na duchu i ciele przeszliśmy do zabaw usprawniających nasze artykulatory.

Zabawa logopedyczna, którą wymyśliłam naprędce, wyglądała mniej więcej tak: Rozpoczęliśmy od inscenizacji wierszyka, kiedy zwierzaczki zostały przysypane piórkowym śniegiem poprosiłam Antolka, by wytężył such i powtórzył na głos to co usłyszał. Oczywiście, jak się domyślacie, były to odgłosy wydawane przez kota (miał, miał, miał) i gąskę( gę, gę, gę). Następnie powiedziałam Antosiowi, że zwierzaki same nie będą się mogły wydostać spod śniegu i przydałaby się czyjaś pomoc. Postanowiliśmy poprosić o pomoc wiatr. W ten sposób poćwiczyliśmy sobie głoskę "sz". Nasz wiatr wiał, raz głośno, raz cicho, raz słabo, a raz gwałtownie. Kiedy już poszumieliśmy, jak wiatr, postanowiliśmy pomóc uwięzionym zwierzątkom. Antek dmuchał ile sił w pucach, by zdmuchnąć wszystkie piórka. Przy kolejnej okazji, zamiast wiatru udawaliśmy, że mamy w dłoniach wielkie szufle śniegowe i wydając z siebie głośne "szu, szu, szu" szybko rozgarnialiśmy cały śnieg. Zabawa zajęła nam sporo czasu. Nasze policzki, jak to bywa w zimie, trochę wyszczypał mróz. Udając szczypiący mróz ćwiczyliśmy głośne "szczyp, szczyp, szczyp" Dodam jeszcze, że piórkowy śnieg wracał każdorazowo do koszyka przy użyciu chwytu pęsetowego ;-)




Do naszej zabawy, po powrocie ze szkoły dołączył Kuba. Z jego inicjatywy, zabawa nabrała charakteru sensorycznego. Każdy z nas, po kolei, kładł się na dywanie z zamkniętymi oczyma, podczas gdy pozostała dwójka sypała na niego piórka. Wszystko działo się w absolutnej ciszy, co mnie bardzo zaskoczyło. Chłopcy skupiali się wyłącznie na doznaniach zmysłowych. Następnie chłopcy, po kolei, opisywali doznania własnymi słowami. Całkiem fajnie nam to wyszło ;-)




Dobrze jest czasem poczuć się dzieckiem...

9










Odbyły się, także zawody w najdłuższym "wydmuchu" piórka, w "przedmuchiwaniu" piórek na czas z miejsca "A" do miejsca "B". Przy pomocy stopera, wyłoniliśmy piórko, które najdłużej opierało się sile grawitacji:-) Siłą rzeczy, w słowniku Antolka, pojawiły się określenia takie jak: centymetr, metr, sekunda, minuta, wysokość, odległość itp.




Szkło powiększające to jeden z najczęściej używanych przedmiotów w naszym domu, szczególnie teraz, kiedy Antolek wszedł w fazę fascynacji szczegółem. Nie mogło go, także zabraknąć w chwili, w której przyglądaliśmy się budowie anatomicznej pióra ;-)



A to zdjęcia, które powstały kiedy moi panowie dobrali się do aparatu ;-) Kuba leżał z aparatem ustawionym na maksymalny zoom, a Antek układał mu piórka na obiektywie. Ja bym na to nie wpadła, ale cieszę się, że im to przyszło do głowy, bo mamy fantastyczną kolekcje niecodziennych zdjęć.








W Antolku, kiełkuje powoli matematyczny zarodek. Oprócz tego, że przelicza wszystko wokół siebie, jak rasowy księgowy, ostatnio na nowo zainteresował się rytmami ;-) Nasz piórka nadawały się do tego idealnie. Oczywiście, jak można się domyślić, kolory piórek użytych w zabawie odzwierciedlają preferencje naszych miniaturowych zwierzaków.











Nasza taca z materiałami do inscenizacji wierszyka "Piórka", gości na półce już dobry tydzień, a jej popularność nie maleje ani odrobinę. Mam wrażenie, że codziennie zyskuje nową odsłonę. To, co mnie cieszy, to to, że Antek przy okazji zabawy rozwija swoje umiejętności językowe, w szczególności, te narracyjne. Jednym z jego ulubionych elementów jest moment, w którym opowiada swoim ludzikom lego, co spotkało gąskę i kotka. Różnorodność tych narracji i obserwacja ich intensywnej ewolucji, pod względem treści, sprawia nam wszystkim wiele radości.



A jakie są Wasze patenty na "bezbolesne" przygotowanie malucha do przedszkola? Wszystkie pomysły i Wasze sugestie przyjmę z otwartymi ramionami ;-)

A tymczasem, pójdę wyczesać piórka, które zaplątały mi się we włosach ;-)

czwartek, 16 lutego 2012

Migawki ze stycznia


Mamy już połowę lutego, a ja dopiero dzisiaj znalazłam czas, by wspomnieć o naszych zabawach ze stycznia. Nie ma tego za dużo, bo chłopcy połowę miesiąca byli chorzy ;-( Coś tam jednak zrobiliśmy i dzisiaj własnie o tym czymś ...




Tak, jak sugeruje zdjęcie tytułowe, osią naszych zabaw były ćwiczenia językowe. Jakiś czas temu zamówiłam z Editions Atlas kolekcję "Układanek - Nauczanek". Antek je ubóstwia i to właśnie z nimi pracowaliśmy w styczniu najczęściej !!!




Jednym z ulubionych tematów Antka są ostatnio "zawody". Przyglądaliśmy się i porównywaliśmy części garderoby charakterystyczne dla danego zawodu. Bawiliśmy się w "Co zniknęło?" używając na przemian raz górnych, a raz dolnych części garderoby naszych reprezentantów ;-)




Powtarzaliśmy wiadomości związane z częściami ciała. Nauczyliśmy się, że każdy z naszych paluszków ma swoją nazwę ;-)





Bawiliśmy się, odszukując karty z przeciwstawnymi znaczeniami ;-)



Chłopcy stworzyli razem wspaniały zespół. Kuba odczytywał zdania na kartach, a Antoś wyszukiwał obrazkowe odpowiedzi ;-)




Swój renesans przeżywały puzzle literkowe ;-)



Aż wstyd się przyznać, ale choinkę rozebraliśmy dopiero pod koniec stycznia. Przy okazji chłopcy wpadli na genialny pomysł. Postanowili wykorzystać papierowy łańcuch choinkowy, jako alternatywę do Montessoriańskiego łańcucha "setki" Okazało się, że po przeliczeniu nasz łańcuch miał dokładnie 102 ogniwa. Kiedy Antek poszedł spać, Kuba wyciągnął etykiety z liczbami i po raz kolejny ułożył naszą papierową setkę. Jeżeli nie chcecie się bawić w tworzenie koralikowych łańcuchów, papierowy odpowiednik może stać się ciekawą alternatywą. Co więcej, w jego tworzeniu mogą brać udział nasi milusińscy ;-)





W styczniu, "Wężowidło Montessoriańskie" cieszyło się wyjątkową popularnością.




W dziedzinie ćwiczeń praktycznych Antek rozwinął skrzydła. Nie ma takiej sałatki, w której przygotowaniu by nie uczestniczył ;-) Mnie najbardziej cieszy fakt, że nie muszę obierać jajek, bo ktoś perfekcyjnie robi to za mnie :-)





Od dłuższego czasu, odpadł mi także obowiązek smarowania kanapek ;-)




Kiedy chorobie powiedzieliśmy "Do widzenia" przyszedł czas na generalne porządki. Chłopcy z dużym zaangażowaniem pomagali mi umyć okna.






Po oknach, przyszła kolej na półki. Małe "szurum-burum" i półki wyglądały jak nowe ;-)




Wieczory z Kubą upływały nam na ćwiczeniach logopedycznych. Znalazłam genialne materiały do utrwalania głosek szumiących, ale o nich napiszę przy innej okazji. Na tym zdjęciu, nasza ulubiona zabawa - "Logopedyczne cienie"




Znalazł się oczywiście czas na "Bingo"



W styczniu studiowaliśmy namiętnie "Cykl życia fasoli". Była hodowla, lekcje trójstopniowe i karty nomenklaturowe. Nasze tace botaniczne nie miały czasu pokryć się kurzem ;-)




W styczniu spod kredek Antka wychodziły coraz bardziej kształtne "głowonogi" ;-)



Sporą część naszego czasu spędzaliśmy relaksując się przy różnego rodzaju grach i zabawach. Tę prostą grę zręcznościową polubiliśmy szczególnie. Głownie za to, że możemy w nią grać wszyscy i nasze szanse są dość wyrównane




Właśnie zauważyłam, tę wielką dziurę na kolanie Kuby, za co z góry przepraszam. Jego spodnie domowe chyba zbyt często proszą się o łaty. Pocieszam się tym, że być może nie jestem jedyną matką na świecie, której dzieci posiadają spodnie" dziurawce" Jeżeli tak nie jest, proszę nie wyprowadzajcie mnie z błędu !!! ;-)






Pozdrawiam Was ciepło i zmykam z maluchami wytarzać się w śniegu !!!!

Montessori Monday


poniedziałek, 30 stycznia 2012

"Memomarka"


Dzisiaj wpadam tu dosłownie na moment, by podzielić się z Wami ostatnim już plikiem z tej serii ;-) Nie jest to coś, co zwala z nóg, ale mam nadzieję, że przyda się tym, którzy w natłoku codziennych zajęć nie mają czasu na przygotowania własnych materiałów. Trzymajcie się ciepło. Nawet ja zagorzały "czapkowy" alergik z wyboru, spuściłam dzisiaj nieco z tonu i grzecznie "to" włochate paskudztwo wciągnęłam na głowę ;-) Miłego memowania ;-)

A dla tych, którzy lubią się bawić i brać udział w konkursach, już 1 lutego na blogu pojawi się całkiem niezła gratka ;-)
Szczegóły podam lada dzień, a żeby zaostrzyć Wam apetyt i zachęcić do udziału w zabawie dodam,że nagrodą będzie książka z pomysłami na zabawy w stylu Montessori ;-)

memo marki samochodów

I oczywiście linki do poprzednich materiałów z tej serii:
Bingo - środki transportu
Bingo - znaki drogowe
Zabawy, które można wykorzystać w podróży z dzieckiem

niedziela, 29 stycznia 2012

Znaki drogowe czyli Bingo po raz drugi

Kolejna odsłona Bingo tym razem ubrana w to, co mali pasjonaci motoryzacji wiedzieć powinni czyli garść wiedzy o znakach drogowych. Wersja ta powstała na potrzeby Antolka, więc znaki zostały dobrane tak, by przedstawiały dość nieskomplikowane, łatwe do ogarnięcia pojęcia ;-). W naszej wersji znajdziecie zarówno znaki nakazu, zakazu, znaki informacyjne i ostrzegawcze. Zasady gry i jej możliwe modyfikacje znajdują się we wczorajszym poście poświęconym środkom transportu

Bingo Znaki Drogowe

sobota, 28 stycznia 2012

Bingo - środki transportu z plikami do pobrania

Tak jak obiecałam, dzisiaj pierwszy z trzech wpisów poświęconych zabawom, które można wykorzystać zarówno w domu jaki i w podróży. W roli głównej wystąpią, tak ukochane przez Antka, środki transportu. Materiały, którymi chcę się z Wami podzielić powstały z myślą o bardzo popularnej zabawie, wykorzystywanej często w nauce języków obcych, jaką jest Bingo. Osobiście uwielbiam Bingo za to, że raz przygotowane materiały mogą stać się punktem wyjścia do wielu prostych zabaw-kontynuacji. Mam nadzieję, że zabawy się Wam spodobają ;-) Jak zwykle link do materiałów znajdziecie na dole strony.

Cały nasz zestaw do Bingo składa się z następujących elementów:
- arkusz z planszą - po jednej kopi dla każdego gracza,
- karty obrazkowe - po jednym zestawie dla każdego gracza,
- pudełeczko, zwane przez nas wdzięcznie "teletombolą" + zestaw kart obrazkowych/wyrazowych w zależności od wersji na jaką się zdecydujemy.

W wersji podróżnej, karty można przymocować do planszy na rzepy lub jak w naszym przypadku za pomocą tzw. "blue taga" czy "patefixu". Dla nie wtajemniczonych dodam, że jest to rodzaj masy plastycznej pozwalającej w bezpieczny, wielokrotny, i co najważniejsze, niebrudzący sposób łączyć i spajać ze sobą różne materiały ;-) Swoją droga, jest to nieoceniona pomoc w pracy każdego nauczyciela.


Wczoraj, kiedy usiłowałam w tajemnicy zrobić zdjęcie materiałów do tego wpisu, w pokoju znienacka pojawił się Antek - nie miałam wyboru, bo na dzień dobry zapytał: " O popracujemy?" Tak więc naprędce przedstawiłam mu tę, w sumie, wstępną zabawę. W pojemniczku umieściłam komplet kart obrazkowych. Losowaliśmy z niego po jednym obrazku, a zadaniem Antka było odnalezienie takiego samego obrazka na planszy i nazwanie go. Proste jak "bułka z masłem", ale maluchowi sprawiło wiele radości i jednocześnie poprzez zabawę, pozwoliło na utrwalenie słownictwa związanego z transportem ;-)





W klasyczne Bingo zazwyczaj gramy we trójkę;-) W związku z tym , w zależności od tego, które z nas jest "Marysią" ciągnącą karty, w pojemniku znajdują się albo kartoniki z obrazkami bądź tez w wersji dla dzieci, które samodzielnie już czytają kartoniki z wyrazami zamiast obrazków. Jak już wspomniałam, nasze obrazki do planszy przytwierdzamy masa mocującą. Pozwala to na stworzenie wielu kombinacji i układów bez potrzeby drukowania dodatkowych kart. Zaczynamy grę od rozmieszczenia kartoników na planszy (nasze są zalaminowane, co bardzo ułatwia całą operację). Następnie umowna "Marysia" łaskawie ciągnie z "teletomboli" po jednym kartoniku. Zadaniem graczy jest odnaleźć na swojej planszy taki sam obrazek/wyraz.




Zidentyfikowany obrazek zostaje zdjęty z planszy i następuje kolejne losowanie. Zabawa trwa do momentu, w którym na planszy jednego z zawodników nie utworzy się pionowa,pozioma lub poprzeczna linia z pustych pól. Jeżeli to nastąpi, taki zawodnik musi głośno krzyknąć "Bingo";-)




Jak już wspomniałam, materiały wykorzystane do opisanych powyżej zabaw można później wykorzystać na przykład do dopasowywanek typu: obrazek do obrazka, obrazek do wyrazu. Świetnie sprawdzą się, także w zabawach językowych typu "I spy". Można je śmiało użyć w zabawach pamięciowych tj. memo, "co zniknęło?" "Który z kolei...?" itp. Nic nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystać je do sortowania np. na pojazdy przemieszczające się w powietrzu, na lądzie i w wodzie, albo na jednoślady i dwuślady. Można je także posortować kolorystycznie. Pomysłów jest naprawdę wiele. Jeżeli uda się Wam znaleźć kolejne, będzie mi miło jeśli się nimi zemną podzielicie ;-) A tymczasem życzę udanego "bingowania" ;-)

Już jutro, do pobrania materiały do zabaw ze znakami drogowymi, a w poniedziałek "memomarka", czyli kolejna zabawa dla małych pasjonatów motoryzacji ;-)

Pliki jak zwykle do ściągnięcia z mojego konta na scribd.com, wystarczy kliknąć TUTAJ, odnaleźć po prawej stronie ikonkę download i można pobierać ;-)

Bingo_Środki Transportu1


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...