Półkule nieba wykonane są z estetycznie zadrukowanej tektury. Pierwsze zadanie wymagające cierpliwości polega na nakłuciu małych otworków ostro zakończonym przedmiotem, tak aby światło swobodnie mogło się przez nie przedostać. Otworków do przekłucia jest tyle ile gwiazd w konstelacjach poszczególnych półkul. Szczerze mówiąc byłam pewna, że po paru minutach Kuba się zniechęci i pracę będę kończyć ja. Czekało mnie miłe zaskoczenie. Po prawie 30 minutach nakłuwania nie usłyszałam ani jednego jęku ani marudzenia.
Kiedy uporacie się z nakłuwaniem, czeka na Was kolejne wyzwanie. Półkule należy złożyć według wzoru. Niby nic ale najlepsze jeszcze przed Wami. Ponieważ konstrukcja jest bardzo delikatna należy każde łączenie zabezpieczyć kawałkiem taśmy klejącej dołączonej do zestawu. Kolejne 30 minut ciężkiej pracy. Kuba nadal nie jęczy - cud.
Po ponad godzinnej mrówczej pracy możecie napawać się widokiem własnoręcznie wykonanego planetarium. Kuba promieniał a ja byłam u kresu wytrzymałości ;-)
Nadszedł czas by zgasić światło i ..... I klops. Okazało się, że otworki które Kuba tak dzielnie tworzył miały za małą średnicę i prawie nic nie było widać. Bliska zawału wytłumaczyłam mojemu rozentuzjazmowanemu synkowi, że musi wrócić do punktu wyjścia i kolejny raz nakłuć każdy otworek w celu jego poszerzenia. Zlitowałam się nad dzwońcem i połowę pracy wykonałam ja. Kolejne 15 minut wycięte z życiorysu.
Na szczęście po tej "drobnej" poprawce nie było już kolejnych problemów i chłopcy mogli nacieszyć się widokiem nocnego nieba ;-) Antka chyba bardziej zachwycała lampka umieszczona w środku konstrukcji bo notorycznie zaglądał pod kopułę.
Przez kolejne dni w pokoju chłopców panowały egipskie ciemności rozświetlane małym projektorem ;-)
Ze względu na swoją delikatną konstrukcje planetarium zagnieździło się wysoko na półce z książkami. :-)
Planetarium stało się dla nas punktem wyjścia do wielu ciekawych projektów i zabaw. W planach miałam zrobienie kart do lekcji trójstopniowej ale Kuba po trzech dniach znał już wszystkie konstelacje. Dla Antosia natomiast wydrukowałam z google pojedyncze zdjęcia konstelacji, miejsca w których znajdowały się gwiazdy przedziurkowałam dziurkaczem i za pomocą latarki w ciemnym pokoju wyświetlaliśmy na ścianie i nazywaliśmy pojedyncze konstelacje. Mega fajna zabawą - sama pamiętam ją jeszcze z dzieciństwa ;-) Układaliśmy też na tych kartach płaskie koraliki, dopasowywaliśmy poszczególne konstelacje do siebie, bawiliśmy się w "ciepło/zimno" itp.
Kuba już nie może doczekać się wyprawy do toruńskiego planetarium i swojego pierwszego teleskopu ;-)
Życzę Wszystkim udanych zabaw z dziećmi