Zabawa, o której chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć zrodziła się na fali muzealnych inspiracji. Coś wisiało w powietrzu już od wczoraj. Miałam prawie stu procentową pewność, że ziarno muzealnych przygód lada chwila wyda na świat swoje plony, kiedy Kuba, który ostatnio omija zadania związane z rysowaniem wielkim łukiem, usiadł i namalował wierną kopie obrazu, od którego zaczęła się nasza przygoda w muzeum. Dałabym sobie rękę uciąć, że w trakcie warsztatów nie poświęcił mu wiele uwagi, być może stwierdzenie, że omiótł go wzrokiem byłoby dużą przesadą. Rysunek tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że dzieci chłoną otaczającą ich rzeczywistość w zupełnie inny, fascynujący sposób. Nie chcąc burzyć jego zapału swoja nadgorliwością, cierpliwie czekałam na rozwój wydarzeń. "Mamo czy możemy kupić jutro pastele?" - zapytał. "Pewnie" - odpowiedziałam być może zbyt entuzjastycznie. Myślałam, że będzie się chciał pochwalić swoim rysunkiem, ale musiałam uzbroić się w cierpliwości, ponieważ bez komentarza zabrał prace i schował ją najzwyczajniej do teczki. Ani jednego słowa - każdy kto choć odrobinę zna Kubusia zorientowałby się od razu, że coś jest nie tak. Co mu chodziło po głowie? Co go pchnęło do tak spontanicznego aktu ekspresji? - mogłam się tylko domyślać. Jak się później okazało, w główce mojego synka zrodził się plan, w którym wszyscy, wszyscy czyli Kuba, Antoś i Ja mieliśmy brać udział. Po powrocie do domu, z nowiusieńkim opakowaniem pasteli, Kuba poprosił mnie, żebym przez chwile nie wchodziła do kuchni. W tym czasie, pastele zostały rozpakowane, stos czystych kartek umieszczony w dostępnym dla wszystkich miejscu, Antek zamontowany w swoim krzesełku. Zostałam zaproszona do kuchni, po czym mój syn oznajmił. "Będziemy malowali dźwięki" "No dobrze" - odparłam lekko zbita z tropu. " A jakie dźwięki będziecie malować?" " Takie jak w muzeum. Możesz puścić nam Bacha?". Zatkało mnie. Byłam pewna, że i tego nie zapamiętał z zajęć. Tyle wokół się działo. A jednak. Zajęcia muzealne rozbudziły w nim potrzebę ekspresji. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego naciskał na zakup pasteli. Nie wytrzymałam i zapytałam. Moje dziecko bez ogródek poinformowało mnie, że muzyka potrzebuje soczystych kolorów, a kolory jego kredek są takie "płaskie". Oczywiście nie byłam przygotowana na taki obrót wydarzeń ;-) Właśnie miałam zabierać się za przygotowanie obiadu. Czasami niektóre sprawy muszą po prostu poczekać ;-) Zdecydowaliśmy wspólnie, że obiad zjemy później:-) Dzięki serwisowi YouTube szybko udało mi się namierzyć odpowiednie utwory.
Pierwsze podejście. Johann Sebastian Bach - Toccata i fuga d-moll.
Antosiowa interpretacja Toccaty Bacha ;-)
Ludvig van Beethoven. Sonata fortepianowa nr 14 cis-moll op. 27 nr 2 znana bardziej jako "Sonata Księżycowa". Kuba zmienił technikę - zamknął oczy. Przyjemnie było obserwować jak muzyka i ruch jego ręki powoli się ze sobą zgrywają, by pod koniec utworu poruszać się w idealnej harmonii. Co więcej, jego ciało w trakcie utworu dość usztywnione na początku, powoli zaczęło się rozluźniać ;-) Napięcie zniknęło.
Mały Antoś nie byłby sobą, gdyby nie zachciał pójść w ślady brata ;-)
Piotr Czajkowski, Jezioro Łabędzie, Walc. Chłopcy zadecydowali, że do walca jedna linia nie wystarczy ;-) Tak powstał czteroliniowy rozmach w wersji Kubusiowej...
I dwuliniowy w wydaniu Antolka ;-)
Po walcu, chłopcy nadal nie mieli dość ;-) Kolejna praca powstała przy dźwiękach "Do Elizy" Ludviga van Beethowena. Nastąpiła drobna zmiana kolorystyczna ;-)
W pracy Kuby zaintrygowała mnie ta czarna splątana linia, na dość optymistycznym żółtym tle. Kuba pośpieszył mi wyjaśnić, że jest to "mroczność" ;-)
Na koniec wróciliśmy jeszcze do utworów, które towarzyszyły nam w trakcie zabaw z porami roku. I tak powstała impresja jesienna do koncertu nr 3 F-dur "Jesień" Vivaldiego. Swoją pracę Kuba zatytułował następująco: "Hiszpański stragan z warzywami"....
Jesienna impresja Antolka ;-)
Zabawę zakończyliśmy kolejnym koncertem Vivaldiego - koncert nr 4 f-moll "Zima". Tytuł pracy: " Pałac królowej lodu".
Antolek zapytany o tytuł ograniczył się do lakonicznego: "Pada śnieg" ;-)
Do wieczora w domu panowała niezwykła harmonia i spokój. Chłopcy zgodnie razem się bawili. Nie było jęczenia i marudzenia. Nie było problemów z Antosiową drzemką. Tak, muzyka potrafi zdziałać cuda. Cieszę się, także dla tego, że udział w warsztatach, a właściwie jego konsekwencje obudziły w Kubie wewnętrzną potrzebę autowyrazu inną od tej "paszczowej". Od dłuższego czasu coś się w nim gotuje, coś o czym nie chce mówić, a co znajduje ujście w jego tańcu, mowie ciała, a ostatnio także i w rysunku. Nie chcę z "butami" wchodzić w jego emocje - czekam cierpliwie aż dojrzeje, by móc o tym porozmawiać. Nie naciskam. Obserwuje ...
