Jedna z moich ulubionych utrwalonych na filmie chwil :-)
wtorek, 14 grudnia 2010
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Jak przekazać małemu dziecku wiedzę encyklopedyczną – Vincent Van Gogh ( 1853 – 1890)
Inspiracją do tego wpisu była moja potrzeba uporządkowania tego co robimy z chłopcami. Jak wiecie z poprzednich postów, w naszej zabawie w naukę korzystamy z programu opracowanego przez Glenna Domana. Jednym z głównych filarów jego programu, oprócz nauki czytania i matematyki jest wiedza encyklopedyczna. Wiem z doświadczenia, że wiele osób w tym momencie postukałoby się w głowę i zaliczyło mnie do kręgu „matek wariatek”. „Trzeba mieć nie równo pod sufitem, żeby małemu dziecku zaśmiecać głowę takimi bzdurami, dziecko powinno się bawić a na naukę przyjdzie czas w szkole” – to usłyszałam od jednej z mam, kiedy nasza rozmowa zeszła na temat wczesnej edukacji. No cóż, a czymże różni się pokazywanie dziecku kart z dobrej jakości reprodukcjami znanych malarzy od pokazywania infantylnych książeczek z durnymi rymowankami (mam tu namyśli twory, które można znaleźć w naszych księgarniach nastawione na szybki zysk a nie klasykę poezji dziecięcej). Dziecko z pasja małego odkrywcy pochłonie karty z reprodukcjami z takim samym zaangażowaniem jak wspomnianą wyżej książeczkę. Dlaczego więc nie stawiać na jakość. Wiedza, którą przekazujemy dzieciom w postaci bitów inteligencji ( określenie jednostki informacji stosowanej przez G. Domana) ma podwójną wartość, to my decydujemy o jej treści (oczywiście uwzględniając zainteresowania małego odkrywcy), nasz wkład w przygotowanie materiałów (niestety w Polsce jeszcze długo będziemy musieli preparować je sami po nocach ) sprawia, że przygotowane materiały oprócz treści merytorycznej zyskują także wymiar emocjonalny. Nasz czas i zaangażowanie w przygotowanie i przekazanie tego co na świecie warte jest uwagi naszego dziecka to najwspanialszy dar jaki możemy mu podarować. Bity inteligencji to nieustanny hit w naszym domu. Uwielbia je i Antoś i Kubuś. Ostatnio nasze kategorie wiedzy rozszerzyliśmy o sztukę. W ramach arcydzieł wielkich malarzy w panteonie sław pierwsze miejsce zajął Vincent van Gogh. Na nasze bity inteligencji składa się 10 kart z reprodukcjami dzieł artysty.

Bity wykonałam w następujący sposób. Wyszukane wcześniej reprodukcje wyciełam i nakleiłam na papier formatu A4 (rozmiary oryginalnych bitów u Domana to 28X28 cm), aby łatwiej było je pokazywać zostały zalaminowane. Z tyłu bitu umieściłam następujące informacje: tytuł obrazu, rok w którym został namalowany i nazwa muzeum w jakim obecnie jest eksponowany. Przygotowując materiały od razu zbieram też informacje o poszczególnych obrazach aby użyć ich potem przy tworzeniu programów inteligencji (Program inteligencji to zbiór informacji o wzrastającym stopniu trudności stanowiących w tym wypadku bazę danych o danym obrazie np. okoliczności powstania, ciekawostki, technika jaką został dany obraz wykonany, interpretacja itp. ). Według Domana ilość ekspozycji potrzebnych do utrwalenia informacji to 15 sesji. Każda sesja trwa tyle ile zajmuje pokazanie karty i wymówienie nazwy obrazu czyli ok. 15 sek. Doman zaleca 3 sesje dziennie w przynajmniej 15 minutowych odstępach. Podsumowując wprowadzenie dziecka do świata sztuki zajmuje dziennie tylko parę minutek - mniej niż czas potrzebny do zaparzenia aromatycznej kawy. W kwestii formalnej ( nie wiem czy zyskałoby to akceptację Domana) pozwalam chłopcom oglądać bity inteligencji tyle razy ile mają na to ochotę, Antoś po naszej „formalnej sesji” zawsze lubi troszkę pomanipulować bitami a ja nie mam nic przeciwko temu.
Poniżej jedna z takich chwil
Takie zabawy z wiedzą encyklopedyczną są wspaniałym punktem wyjścia do rozmowy o sztuce, pojęciach z nią związanych czy także wstępem do przygotowania małego szkraba przed wizytą w prawdziwym muzeum czy galerii. Poniżej próby mojego małego artysty w tworzeniu swoich własnych wariacji na temat dzieł Van Gogha ( na pomysł namalowania tych obrazów wpadł sam zaraz po tym jak pierwszy raz wprowadziłam opisywane bity).
Most Langlois

Słoneczniki
Nie mogło także zabraknąć AUTOPORTRETU ARTYSTY

Milego dnia
sobota, 11 grudnia 2010
Choinka w Muzeum Etnograficznym

Kolejny szalony dzień za nami. Pogoda wprawdzie nam nie sprzyjała, ale pełni optymizmu i nastawieni na świetną zabawę wyruszyliśmy na warsztaty do Muzeum Etnograficznego. W ramach imprezy odbywało się rozstrzygniecie I edycji konkursu na kartkę świąteczną w którym Kubuś wraz z koleżanką z przedszkola brał udział. Z pośród 500 nadesłanych prac w kilku kategoriach wiekowych jury wyłoniło 6 finalistów, których prace zostały uwiecznione na tegorocznych kartkach świątecznych Poczty Polskiej. Dzieciaki naprawdę stanęły na wysokości zadania. Wszyscy nienarodzeni uczestnicy konkursu (w tym także Kuba) otrzymali dyplomy uczestnictwa.

Poniżej praca konkursowa Kuby (szopka betlejemska)

W miłej atmosferze podjadając pyszne pierniczki wzięliśmy udział w kolejnych atrakcjach choinkowego dnia.
Nauczyliśmy się tworzyć tzw „Światy z Opłatka” czyli opłatkowe ozdoby choinkowe.

Dowiedzieliśmy się coś niecoś o naszych dawnych, rodzimych zwyczajach dekorowania domów przed świętami (dla Kuby największym zaskoczeniem był fakt dekorowania choinki cebulą i czosnkiem),nauczyliśmy się wyplatać ozdoby choinkowe ze słomy, przyglądaliśmy się sztuce zdobienia pierniczków.
Kuba miał okazję porozmawiać z Mikołajem (poproszony przez niego o zaprezentowanie piosenki z „pewną dozą nieśmiałości” zaśpiewał „Rudolph the Red Nosed Reindeer” czym zaskoczył publiczność i zyskał gromkie brawa.

Podziwialimy galerię konkursowych pocztówek świątecznych oraz wystawę stroików.


Zwiedziliśmy także dostępną ekspozycje.Poniżej eksponat, który najbardziej spodobal sie Kubie

Po wyjściu z muzeum, Kuba wyciągną mnie jeszcze na spacer po Starym Rynku. Trafiliśmy akurat na przygotowania do koncertu świątecznego. Mogliśmy zobaczyć jak wycinane są rzeźby z lodu w których zatopiono instrumenty muzyczne.

Zajrzeliśmy do żłóbka

A w drodze powrotnej spędziliśmy ponad 10 minut w strugach deszczu przed wystawą sklepową warsztatu lutniczego, gdzie Kuba jak zaczarowany pochłaniał wzrokiem skrzypce i ich akcesoria.
Tak to był naprawdę bardzo udany dzień.
piątek, 10 grudnia 2010
W co się bawić z 15 miesięcznym dzieckiem – puzzle
Puzzle to zabawka, którą mój 15 miesięczny obecnie synek od jakiegoś czasu po prostu uwielbia. Chociaż jest to zabawka konwergencyjna(charakteryzuje się jednym z góry określonym rozwiązaniem) oprócz fantastycznej zabawy posiada także duże walory edukacyjne.
1. Doskonali umiejętność koncentracji, ćwiczy pamięć i ogólnie rozumianą percepcje.
2. Jest świetnym ćwiczeniem motorycznym (szczególnie jeśli chodzi o koordynację ręka-oko).
3. Doskonali umiejętność różnicowania wzrokowego – przydatną w nauce czytania i pisania
4. Umiejętności rozróżniania kształtów, kolorów i wzorów, które dziecko przy okazji układania puzzli nabywa stanowi wstęp do nauki matematyki (przyporządkowywanie elementów do zbiorów, ciągi itp.)
5. Pomaga utrwalić słownictwo,
6. Buduje poczucie własnej wartości.
7. I co najważniejsze sprawia maluchom ogromną frajdę.
Na rynku jest obecnie bardzo duży wybór ciekawych drewnianych i piankowych puzzli edukacyjnych dla maluchów. Osobiście pierwszy raz wprowadziłam puzzle do naszych zabaw kiedy Antoś miał około roczku. Wykorzystałam puzzle ,które zostały nam jeszcze po Kubusiu z serii BABY PUZZLE (puzzle w ramach jednej serii składają się z obrazków o wzrastającym stopniu trudności)
Z początku Antoś obserwował i próbował ułożyć 2 elementowe puzzle. Jakiś czas później (13,5miesiąca) układał już samodzielnie 3 elementowe puzzle.
Teraz pracujemy nad tymi czteroelementowymi – Antoś dopasowuje je bez problemu jeżeli ma je wstępnie przygotowane, kiedy próbuje ułożyć je sam bywa różnie: raz się uda a raz nie, co potrafi doprowadzić go do łez.
Niedawno natrafiłam na bardzo ładnie wykonane i tanie (niecałe 10zł) puzzle w Biedronce. Puzzle są drewniane, jedne mają kołeczki ułatwiające zadanie małym paluszkom inne dodatkowo posiadają otworki do ustawiania pionowego) Pod każdym puzzlowym elementem znajduje się kolorowy napis.
Nasza kolekcja obecnie składa się z :
- Świata dinozaurów ( wersja z kołeczkami i bez)
- Pojazdów
- Zwierząt oceanów
- Zwierząt dżungli
- Zwierząt hodowlanych
Staram się wymieniać Antosiowi puzzle co tydzień (czasami zostawiam mu 2 lub 3 zestawy – Antek lubi je układać jednocześnie)
Poniżej Antoś w akcji:
Puzzle, tak jak prawie każda zabawka, mogą stanowić punkt wyjścia dla innych ciekawych zabaw.
Oto kilka moich wariacji na temat naszych drewnianych puzzli:
- obrysowujemy puzzle , wycinamy przyklejamy do patyczka i tworzymy swój teatrzyk cieni (Kuba kiedy był mały uwielbiał tę zabawę),
- wkładamy puzzle do nieprzeźroczystego woreczka, dziecku zawiązujemy oczka apaszką i zachęcamy by za pomocą dotyku odgadło z czym mamy do czynienia(zabawa dla troszkę starszych brzdąców – z Antosiem jest problem bo nie pozwala sobie zasłonić oczek ale lubi wkładać łapki do torebki :-) i wykrzykiwać przy tym „a ku ku”.)
- segregujemy puzzle zgodnie z literą na jaką się zaczynają bądź kończą
- w przypadku np. puzzli z pojazdami (dzielimy je na lądowe, powietrzne i wodne dinozaury dzielimy na roślino i mięsożerne (modyfikacji może być wiele w zależności od wieku naszej pociechy - jak powiadają nasi anglojęzyczni przyjaciele „ sky is the limit”
- czasami dla zabawy ustawiamy pudełko do sortowania klocków i próbujemy celować do
niego puzzlami – fantastyczne jako zabawa przerywnik
Jeśli macie jakieś inne pomysły na zabawy z puzzlami dajcie mi znać
Pozdrawiam ciepło w ten mroźny i mokry poranek
Ewa
PS. W międzyczasie do naszej kolekcji puzzli dołączyły :

I jeszcze kwestia własnoręcznie robionych puzzli ale to już przy okazji kolejnego wpisu
1. Doskonali umiejętność koncentracji, ćwiczy pamięć i ogólnie rozumianą percepcje.
2. Jest świetnym ćwiczeniem motorycznym (szczególnie jeśli chodzi o koordynację ręka-oko).
3. Doskonali umiejętność różnicowania wzrokowego – przydatną w nauce czytania i pisania
4. Umiejętności rozróżniania kształtów, kolorów i wzorów, które dziecko przy okazji układania puzzli nabywa stanowi wstęp do nauki matematyki (przyporządkowywanie elementów do zbiorów, ciągi itp.)
5. Pomaga utrwalić słownictwo,
6. Buduje poczucie własnej wartości.
7. I co najważniejsze sprawia maluchom ogromną frajdę.
Na rynku jest obecnie bardzo duży wybór ciekawych drewnianych i piankowych puzzli edukacyjnych dla maluchów. Osobiście pierwszy raz wprowadziłam puzzle do naszych zabaw kiedy Antoś miał około roczku. Wykorzystałam puzzle ,które zostały nam jeszcze po Kubusiu z serii BABY PUZZLE (puzzle w ramach jednej serii składają się z obrazków o wzrastającym stopniu trudności)
Z początku Antoś obserwował i próbował ułożyć 2 elementowe puzzle. Jakiś czas później (13,5miesiąca) układał już samodzielnie 3 elementowe puzzle.
Teraz pracujemy nad tymi czteroelementowymi – Antoś dopasowuje je bez problemu jeżeli ma je wstępnie przygotowane, kiedy próbuje ułożyć je sam bywa różnie: raz się uda a raz nie, co potrafi doprowadzić go do łez.
Niedawno natrafiłam na bardzo ładnie wykonane i tanie (niecałe 10zł) puzzle w Biedronce. Puzzle są drewniane, jedne mają kołeczki ułatwiające zadanie małym paluszkom inne dodatkowo posiadają otworki do ustawiania pionowego) Pod każdym puzzlowym elementem znajduje się kolorowy napis.
Nasza kolekcja obecnie składa się z :
- Świata dinozaurów ( wersja z kołeczkami i bez)
- Pojazdów
- Zwierząt oceanów
- Zwierząt dżungli
- Zwierząt hodowlanych
Staram się wymieniać Antosiowi puzzle co tydzień (czasami zostawiam mu 2 lub 3 zestawy – Antek lubi je układać jednocześnie)
Poniżej Antoś w akcji:
Puzzle, tak jak prawie każda zabawka, mogą stanowić punkt wyjścia dla innych ciekawych zabaw.
Oto kilka moich wariacji na temat naszych drewnianych puzzli:
- obrysowujemy puzzle , wycinamy przyklejamy do patyczka i tworzymy swój teatrzyk cieni (Kuba kiedy był mały uwielbiał tę zabawę),
- wkładamy puzzle do nieprzeźroczystego woreczka, dziecku zawiązujemy oczka apaszką i zachęcamy by za pomocą dotyku odgadło z czym mamy do czynienia(zabawa dla troszkę starszych brzdąców – z Antosiem jest problem bo nie pozwala sobie zasłonić oczek ale lubi wkładać łapki do torebki :-) i wykrzykiwać przy tym „a ku ku”.)
- segregujemy puzzle zgodnie z literą na jaką się zaczynają bądź kończą
- w przypadku np. puzzli z pojazdami (dzielimy je na lądowe, powietrzne i wodne dinozaury dzielimy na roślino i mięsożerne (modyfikacji może być wiele w zależności od wieku naszej pociechy - jak powiadają nasi anglojęzyczni przyjaciele „ sky is the limit”
- czasami dla zabawy ustawiamy pudełko do sortowania klocków i próbujemy celować do
niego puzzlami – fantastyczne jako zabawa przerywnik
Jeśli macie jakieś inne pomysły na zabawy z puzzlami dajcie mi znać
Pozdrawiam ciepło w ten mroźny i mokry poranek
Ewa
PS. W międzyczasie do naszej kolekcji puzzli dołączyły :

I jeszcze kwestia własnoręcznie robionych puzzli ale to już przy okazji kolejnego wpisu
poniedziałek, 29 listopada 2010
Wizyta w Filharmonii Poznańskiej

W ubiegłą sobotę Kuba miał zaszczyt uczestniczyć w 407 Koncercie Poznańskim: Niegasnące Sławy. Chociaż nie była to pierwsza wizyta Kuby w filharmonii nigdy dotąd nie uczestniczył w koncercie dla dorosłych. Jego zamiłowanie do muzyki klasycznej sięga już wczesnego dzieciństwa ( dziadek Kuby skończył szkołę muzyczną i swoją pasją do muzyki zaraził najpierw mnie a potem Kubę, którym opiekował się przez pierwsze 2 lata jego życia) W wieku niespełna trzech lat Kuba oświadczył nam, że chce grać na skrzypcach. Z początku traktowaliśmy to jak kolejny kaprys, który minie tak szybko jak się pojawił. Ale Kuba był twardy. Minoł rok a on nie zmieniał zdania. Wycinał z bristolu skrzypce dorabiał smyczki i przy każdej nadarzającej się okazji podpatrywał a potem naśladował grę na tym instrumencie. Każda okazja posłuchania brzmienia oryginalnych instrumentów została przez niego wykorzystana do maksimum. Każde przejście obok filharmonii czy opery kończyło się wejściem do środka w nadziei, że może przez przypadek odbywać się tam będzie próba. Kiedy byłam w ciąży z Antkiem (Kuba miał 4,5 roku) obejrzał ze mną z zapartym tchem całego „Amadeusza”. W tym roku od momentu jak zaczęło się przedszkole „katuje” nas Chopinem. Nie pozostaje nam nic innego jak zapisać go na lekcje gry na instrumencie. Dziadek wyperswadował mu, że lepiej zacząć od fortepianu niż skrzypiec i po pewnych perturbacjach Kuba łaskawie się zgodził zastrzegając sobie ,że skrzypce będą jego drugim instrumentem. W trakcie rozmowy, kiedy tłumaczyłam mu ze gra na instrumencie to fantastyczna ale czasochłonna sprawa i że być może będzie miał mniej czasu na zabawę skwitował mnie krótkim zdaniem „ Zabawa może poczekać ja się chcę rozwijać” I jak tu polemizować z tak konsekwentnym młodym człowiekiem.
Wracając do sobotniego koncertu. Nasze przygotowania zaczęły się na długo przed koncertem ( Kuba wiedział, że idziemy na koncert jakiś miesiąc wcześniej) . Kuba wie, że do Filharmonii trzeba ubrać się odpowiednio więc nie obyło się bez szalonego szukania odpowiedniego krawata i spodni (białą koszule i czarną kamizelkę wybrał dużo wcześniej). Krawata nie udało się nam dostać więc tata pożyczył mu swój ( Kuba nawet nie chciał słyszeć o pójściu bez). Elegancko ubrany z wypiekami na buzi prowadził mnie do wejścia. Otworzył mi drzwi jak gentleman i popędził do szatni. Ponieważ był jedynym z dwójki dzieci które przyszły na koncert budził powszechne zainteresowanie ( co wcale mu nie przeszkadzało – ciągle tylko dopytywał się czy dobrze wygląda). Po zajęciu miejsc ( byliśmy trochę przed czasem) z otwartą buzią chłonął atmosferę i dźwięki dochodzące z estrady na której muzycy stroili swoje instrumenty. Miejsca mieliśmy fantastyczne ( 6 i 7 rząd). Koncert był cudowny. Moje dziecko przez pierwsze 10 minut było tak rozedrgane z emocji że mankietem ocierało łzy. Program koncertu składał się z koncertu fortepianowego c-moll op 18, nr2 Siergieja Rachmaninowa i symfonii D-dur op 43, nr2 Jeana Sibeliusa. Kuba wytrzymał bez kręcenia się i rozmawiania cały koncert. Zapytany o wrażenia powiedział mi że było cudownie. Ja też byłam zachwycona że zyskałam wytrawnego towarzysza wizyt w Filharmoni . Kolejny koncert już w grudniu …
wtorek, 23 listopada 2010
Kiedy dzieci razem się bawią...
Kilka lat temu kiedy jeszcze nic a nic nie wiedziałam o wczesnej edukacji szukając przedszkola dla Kuby natrafiłam na przedszkole które przykuło moją uwagę. Nie ze względu na bogatą ofertę edukacyjną i piękny wystrój. Zaintrygowała mnie w nim koncepcja podziału grup- przedszkole oferowało dwie grupy mieszane. W grupie znajdowały się dzieci zarówno 2,5 letnie jak i 5 i 6latki. Z początku pomyślałam, że to strasznie poroniony pomysł. Przecież młodsze dzieci potrzebują zupełnie innej stymulacji i opieki niż dzieci starsze. Postukałam się w głowę i zapomniałam o sprawie. Dopiero teraz kiedy zostałam mamą kolejnego szkraba (sama jestem jedynaczką wiec miałam raczej marne doświadczenie w tej kwestii) widzę jak bardzo nowatorski i fantastyczny był to pomysł. Dzieci które mają rodzeństwo mogą się tyle od siebie nauczyć. Na szczęcie człowiek uczy się całe życie :-)
Poniżej dowód na to że dzieci w różnym wieku mogą fantastycznie ze sobą współpracować.
Na filmie wyraźnie widać jak Kuba kombinuje,żeby Antek
mógł wygrać.
Poniżej dowód na to że dzieci w różnym wieku mogą fantastycznie ze sobą współpracować.
Na filmie wyraźnie widać jak Kuba kombinuje,żeby Antek
mógł wygrać.
niedziela, 21 listopada 2010
Zabawy konwergencyjne kontra dywergencyjne i co z tego wynika …
Przygotowanie projektów i zadań dla Antka i Kuby stanowi nie lada wyzwanie i często przyprawia mnie o ból głowy. W dużej mierze jest to podyktowane gustami chłopców - Antek wpada w furię kiedy nie może ułożyć elementów według własnej koncepcji mimo że doskonale wie o co w zadaniu chodzi, szybko się nudzi jeżeli elementy są przewidywalne (np.zadanie polegające na dobieraniu serc kolorami w pary: po kilku razach z uporem maniaka przeklejał serca które mama skrupulatnie i metodycznie ustawiała w kolorystyczne pary) Kuba natomiast od dziecka lubował się w zabawach manipulacyjno-konstrukcyjnych bądź stricte twórczych - nie cierpiał wszystkich elektronicznych gadżetów typu: wesoła żyrafa, szczeniaczek uczniaczek, słuchaweczka ucząca literek i cyferek itp) często sam wymyślał sobie zabawki , tworzył konstrukcje z papieru i wszystkiego co wpadło w jego łapki. Czytając blogi innych mam martwiłam się ze moje dzieci nie chcą z taką pasją jak inne wykonywać specjalnie wykonanych dla nich zadań. Na ratunek pospieszyła mi lektura książki Kathy Hirsh-Pasek „Einstain never used flash cards” Autorka pisze: Zabawy intelektualne mogą przybierać różne formy. Jedna z wielu klasyfikacji zabaw zakłada podział na: zabawy konwergencyjne(convergent) i dywergencyjne(divergent). Zabawy konwergencyjne to zabawy w których występujący do rozwiązania problem posiada jedno z góry ustalone rozwiązanie tak jak w przypadku puzzli, testów wielokrotnego wyboru itp. Umiejętność ta łączy się ściśle z jakością osiągnięć uzyskiwanych w trakcie edukacji szkolnej czy też w testach na inteligencje. Zadania i zabawy dywergencyjne wymagają od dziecka większej kreatywność ponieważ dopuszczają możliwość istnienia wielu poprawnych odpowiedzi i rozwiązań tak jak w przypadku wznoszenia budowli z klocków. Ilość konstrukcji ograniczona jest tylko wyobraźnią budującego. Następnie autorka opisuje badania przeprowadzone wśród dzieci w wieku przedszkolnym dotyczące wpływu jaki zabawki edukacyjne wywierają na umiejętność rozwiązywania problemów dywergencyjnych. Opis badania poniżej: W pierwszym etapie eksperymentu dzieci zostały podzielone na 2 grupy : pierwsza grupa otrzymała do zabawy puzzle (zabawki posiadające z góry określone rozwiązanie), druga grupa otrzymała klocki konstrukcyjne. Dzieci spędziły miło czas bawiąc się zabawkami w gronie rówieśników. W kolejnym etapie badania dzieci z obu grup zostały poproszone o wykonanie następującego zadania: Ze zbioru 45 elementów miały zbudować wioskę ( typowe zadanie dywergencyjne) Naukowcy monitorowali obie grupy licząc ilość zbudowanych konstrukcji i liczbę określeń używanych do nazywania nowo powstałych obiektów. Analiza obu grup wykazała, że dzieci z grupy drugiej stworzyły zdecydowanie więcej konstrukcji i nazw dla poszczególnych elementów. Co więcej dzieci z tej grupy nie poddawały się napotykając jakiś impas. Wykorzystywały metodę prób i błędów dużo częściej niż rówieśnicy z pierwszej grupy. Dzieci z grupy, która bawiła się puzzlami w dużo mniejszym stopniu stosowały kreatywne rozwiązania, gdy coś nie wychodziło miały tendencje do wielokrotnego powtarzania tych samych błędów, częściej się irytowały. Kreatywność zdecydowanie kwitła w grupie drugiej.
Przeczytałam, przemyślałam i doszłam do wniosku (z resztą tego samego co zawsze), że sukces edukacyjny jest wypadkową typowych umiejętności szkolnych i umiejętności kreatywnego rozwiązywania problemów. Przejrzałam zadania przygotowane na przyszły tydzień i ze smutkiem stwierdziłam ze 90 procent z nich dotyczy stricte umiejętności szkolnych i ma charakter konwergencyjny. Być może tu leży pies pogrzebany. Być może modyfikując zadania tak, żeby przynajmniej połowa z nich koncentrowała się na kreatywnym rozwiązywaniu problemów entuzjazm moich dzieci byłby dużo większy. Popracuje nad tym i dam znać co z tego wyszło. Jestem ciekawa czy macie podobne doświadczenia w tej kwestii i co myślicie o takim podejściu.
Bądź co bądź jestem świecie przekonana ze nasze dzieci mają niewyczerpalne pokłady kreatywności.
Poniżej Antek i zabawy które ostatnio sam sobie wymyślił.
1) Antek bardziej od nawlekania krążków na gotową konstrukcje woli budować z nich wieże (potrafi siedzieć tak długo dopóki nie ustawi jej z wszystkich krążków)
2) gotujemy zupę – Antek ostatnio bardzo lubi zabawy w których może imitować czynności wykonywane przez mamę i tatę
3) Antek i Montessori – zbój wygrzebał z szuflady mieszadełko i nawleka.
Przeczytałam, przemyślałam i doszłam do wniosku (z resztą tego samego co zawsze), że sukces edukacyjny jest wypadkową typowych umiejętności szkolnych i umiejętności kreatywnego rozwiązywania problemów. Przejrzałam zadania przygotowane na przyszły tydzień i ze smutkiem stwierdziłam ze 90 procent z nich dotyczy stricte umiejętności szkolnych i ma charakter konwergencyjny. Być może tu leży pies pogrzebany. Być może modyfikując zadania tak, żeby przynajmniej połowa z nich koncentrowała się na kreatywnym rozwiązywaniu problemów entuzjazm moich dzieci byłby dużo większy. Popracuje nad tym i dam znać co z tego wyszło. Jestem ciekawa czy macie podobne doświadczenia w tej kwestii i co myślicie o takim podejściu.
Bądź co bądź jestem świecie przekonana ze nasze dzieci mają niewyczerpalne pokłady kreatywności.
Poniżej Antek i zabawy które ostatnio sam sobie wymyślił.
1) Antek bardziej od nawlekania krążków na gotową konstrukcje woli budować z nich wieże (potrafi siedzieć tak długo dopóki nie ustawi jej z wszystkich krążków)
2) gotujemy zupę – Antek ostatnio bardzo lubi zabawy w których może imitować czynności wykonywane przez mamę i tatę
3) Antek i Montessori – zbój wygrzebał z szuflady mieszadełko i nawleka.
wtorek, 2 listopada 2010
Potok słów
Od wczoraj Antoni oficjalnie wszedł w poczet „istot werbalnych”.
Rano jak gdyby nigdy nic wertował strony swojej książeczki z przyimkami, aż tu nagle z jego małej „paszczy” wydobył się dźwięk a raczej seria dźwięków przypominających słowo „CZYTA”.
Z resztą oceńcie sami:
Potem poszło już lawinowo: pojawiła się PIKA ( piłka), KAKA (kasza) i niezliczona liczba innych słów. Do tej pory poza standardowymi słowami tj. mama tata, daj, Kuba, dada, buba itp. Antek wolał migać. Teraz chodzi dumny jak paw i powtarza słowa które usłyszy. W sumie nie powinno mnie to dziwić (wydaje się że tak niedawno przerabiałam ten etap z Kubusiem) ale dziwi i napawa dumą.
Pozdrowienia dla Wszystkich mam pękających z dumy i ich cudownych małych skarbów.
Rano jak gdyby nigdy nic wertował strony swojej książeczki z przyimkami, aż tu nagle z jego małej „paszczy” wydobył się dźwięk a raczej seria dźwięków przypominających słowo „CZYTA”.
Z resztą oceńcie sami:
Potem poszło już lawinowo: pojawiła się PIKA ( piłka), KAKA (kasza) i niezliczona liczba innych słów. Do tej pory poza standardowymi słowami tj. mama tata, daj, Kuba, dada, buba itp. Antek wolał migać. Teraz chodzi dumny jak paw i powtarza słowa które usłyszy. W sumie nie powinno mnie to dziwić (wydaje się że tak niedawno przerabiałam ten etap z Kubusiem) ale dziwi i napawa dumą.
Pozdrowienia dla Wszystkich mam pękających z dumy i ich cudownych małych skarbów.
Halloween część 2
Żadne przyzwoite święto Halloween nie może się obejść bez dyniowych lampionów (tzw. Jack o’Lanterns). Po dynię na lampion wybraliśmy się już dwa dni przed świętem (z doświadczenia wiem że kupowanie dyni na ostatnią chwilę może skończyć się niezłą frustracją ) Specjalnie w tym celu wybraliśmy się na prawdziwy rynek, który znajduje się na drugim końcu miasta. Kuba był zachwycony ilością straganów, zapachami itp. Przez calusieńką drogę nadawał jak najęty. Co mnie pozytywnie zaskoczyło to to, że każdą napotkana dynie opisywał po angielsku (z całą pewnością to zasługa dyniowych rymowanek). Poszukiwania trwały długo ale okazały się owocne – do domu przytaszczyliśmy dynię którą Kuba sklasyfikował jako: „round and tall and just right”. Dowiedzieliśmy się także, że dynia w starej gwarze poznańskiej to „KORBOL”
W czasie kiedy dynia szykowała się do ostatniego aktu my zajęliśmy się kolejnym projektem. Ze strony do której link znajduje się poniżej:
wydrukowałam gotowy arkusz z zadaniem polegającym na dorysowaniu buzi wyrażających kolejne emocje dyni zgodnie z podanym obok obrazków opisem. Tekst zadania pozostał oryginalny (angielski). Dzięki temu mogliśmy przećwiczyć słownictwo związane z emocjami tj. happy, sad, mad, silly, glad itp. Ponieważ arkusz był w formacie A4 a nam zależało na tym żeby zrobić sobie plakat powycinaliśmy poszczególne elementy i nakleiliśmy na duży arkusz sztywnego kolorowego papieru. Teraz służy jako prompter przy recytacji. Sam wierszyk szybko wpada w ucho, można go także recytować pokazując poszczególne emocje co bardzo spodobało się Antkowi.
Pod wieczór przeszliśmy do kulminacyjnego momentu przygotowań czyli do przygotowania samego lampionu. Nie mogło się obejść bez dodatkowych elementów.Udawaliśmy naukowców, przed którymi postawiono mega poważne zadanie : mieliśmy zbadać i zraportować właściwości dyni. Badanie rozpoczęliśmy od określenia temperatury (dynia jest warzywem zdecydowanie zimnym w dotyku), faktury (tu zależy od dyni: nasza dynia na lampion była gładka ale już te ozdobne były porowate i szorstkie), konsystencji (na zewnątrz pokryta twardą skorupą dość wytrzymałą sądząc po razach jakie otrzymała łyżką od Antka, w środku: włochata i lepka – tylko mama odważyła się wsadzić rękę do środka), zapachu ( jednoznacznie określona mianem super stink), wagi (przy pomocy naszej wagi kuchennej), koloru, kształtu i rozmiaru. Po badaniu wstępnym zaczęliśmy prawdziwa zabawę: drążenie i wycinanie.
Poniżej Kuba i Antek w akcji:
Miąższ, wydobyty z dyni użyliśmy do przygotowania tradycyjnego amerykańskiego „Pumpkin Pie”. Kuba z niecierpliwością czekał na wynik naszego kulinarnego eksperymentu. Po 40 min efekt naszej pracy wyglądał tak:
W smaku ciasto dyniowe przypominało szarlotkę i nawet wyszło smaczne. Jedyny jego minus to to że stanowi prawdziwą bombę kaloryczną.
Halloween to też czas przebieranek, nie starczyło nam już czasu na przygotowanie kostiumów ale postaraliśmy się o odpowiedni nastrój przygotowując Halloweenowe maski.
Ostatni już projekt związany był ściśle z doskonaleniem czytania. Z różnych amerykańskich stron pozbierałam ciekawe, zaskakujące i śmieszne informacje dotyczące dyni jak i samego święta. Wydrukowałam je na kolorowym papierze ( 3-4 zdania na kartce ) i umieściłam w kolorowych kopertach, które w ciągu dnia umieszczałam w różnych miejscach w domu. Kuba miał świetną zabawę tropiąc koperty i jednocześnie w przyjemny sposób ćwiczył czytanie.
Już nie możemy doczekać się kolejnego Halloween.
Halloween część 1
Halloween to jedno z moich ulubionych amerykańskich świąt. Stanowi świetną okazję by w lekkiej i zabawnej formie oswoić dzieci z pojęciami takimi jak: śmierć, przemijanie. To doskonała okazja by pokazać że to czego dzieci zwykle panicznie się boją (potwory, wampiry i bajkowe stwory różnej maści) można oswoić i rozbroić śmiechem. To także doskonały moment na naukę nowych angielskich słów, czas fantastycznych eksperymentów i zgłębiania wiedzy o otaczającym nas świecie.
Materiały, gry i projekty, które wykorzystałam w ramach tematu „Halloween” w tym roku:
1. Wierszyk-rymowanka: „PUMPKINS”
„Pumpkins”
Pumpkin large,
Pumpkin small,
Pumpkin short and pumpkin tall,
Pumpkin orange,
Pumpkin green,
All are ready for Halloween!!!
Jako uzupełnienie, do rymowanki przygotowałam prezentacje ppt (wierszyk został wzbogacony o obrazki ilustrujące recytowane słowa). Prezentacja przypadła do gustu zarówno Antkowi i Kubie. Prezentacji używaliśmy na zmianę z recytowaniem i pokazywaniem poszczególnych elementów rymowanki (świetna zabawa ruchowa zarówno dla pięciolatka z niespożytą energią i ślepo zapatrzonego w brata rocznego szkraba) Dodatkowo, ponieważ intensywnie uczymy się ASL (American Sign Language) kolory pokazywaliśmy w języku migowym).
Poniżej Kuba i jego interpretacja
2. Piosenka „I’m a Little Pumpkin” śpiewana do melodii „I’m a little teapot”
I’m a little pumpkin,
Orange and round,
I grow on a vine,
From a seed in a ground,
When I’m all grown up,
Give me a face,
Put me outside
In a very safe place.
Piosenka posłużyła nam jako wprowadzenie do rozmowy o tym skąd się bierze dynia, gdzie i jak rośnie i dojrzewa, w jakich występuje kształtach i kolorach itp.
Na stronie : www.kizclub.com, pod hasłem Halloween
znalazłam ciekawe materiały, które wykorzystaliśmy do przygotowania plakatu o cyklu życia dyni.
Link do strony:
http://www.kizclub.com/Topics/food/pumpkin.pdf

Strona jest w języku angielskim ale spokojnie można odciąć angielskie napisy i wydrukować polskie tłumaczenie, bądź zrobić plakat dwujęzyczny tak jak my. Materiały z tej strony można też wykorzystać do gry: wystarczy nakleić je na karton, zabezpieczyć pomieszać i wspaniała gra gotowa.
Ciekawe materiały można znaleźć także na stronie poświęconej pedagogice M. Montessori. Ja z poniższej strony wydrukowałam materiały i użyłam ich jako flashcardów do utrwalania nowo poznanego słownictwa
Link do strony: http:www.montessoriforeveryone.com/assets/PDF/Life_Cycle_of_a_Pumpkin.pdf
3. Prezentacja w języku angielskim dotycząca słów najczęściej kojarzonych z HALLOWEEN. Bazę do prezentacji stanowiły materiały ze strony:
http://www.mes-english.com/flashcards/halloween.php
Poniżej efekt końcowy:
Prezentacja okazała się hitem dnia. Kubie tak spodobały się nowe wyrazy, że w ramach kontynuacji zrobiliśmy dodatkową książeczkę ze zdaniami. Darmowe flashcardy do naszej książeczki znalazłam na stronie:
http://halloween-cards.blogspot.com/2009/03/halloween-flash-cards.html
Materiały, gry i projekty, które wykorzystałam w ramach tematu „Halloween” w tym roku:
1. Wierszyk-rymowanka: „PUMPKINS”
„Pumpkins”
Pumpkin large,
Pumpkin small,
Pumpkin short and pumpkin tall,
Pumpkin orange,
Pumpkin green,
All are ready for Halloween!!!
Jako uzupełnienie, do rymowanki przygotowałam prezentacje ppt (wierszyk został wzbogacony o obrazki ilustrujące recytowane słowa). Prezentacja przypadła do gustu zarówno Antkowi i Kubie. Prezentacji używaliśmy na zmianę z recytowaniem i pokazywaniem poszczególnych elementów rymowanki (świetna zabawa ruchowa zarówno dla pięciolatka z niespożytą energią i ślepo zapatrzonego w brata rocznego szkraba) Dodatkowo, ponieważ intensywnie uczymy się ASL (American Sign Language) kolory pokazywaliśmy w języku migowym).
Poniżej Kuba i jego interpretacja
2. Piosenka „I’m a Little Pumpkin” śpiewana do melodii „I’m a little teapot”
I’m a little pumpkin,
Orange and round,
I grow on a vine,
From a seed in a ground,
When I’m all grown up,
Give me a face,
Put me outside
In a very safe place.
Piosenka posłużyła nam jako wprowadzenie do rozmowy o tym skąd się bierze dynia, gdzie i jak rośnie i dojrzewa, w jakich występuje kształtach i kolorach itp.
Na stronie : www.kizclub.com, pod hasłem Halloween
znalazłam ciekawe materiały, które wykorzystaliśmy do przygotowania plakatu o cyklu życia dyni.
Link do strony:
http://www.kizclub.com/Topics/food/pumpkin.pdf
Strona jest w języku angielskim ale spokojnie można odciąć angielskie napisy i wydrukować polskie tłumaczenie, bądź zrobić plakat dwujęzyczny tak jak my. Materiały z tej strony można też wykorzystać do gry: wystarczy nakleić je na karton, zabezpieczyć pomieszać i wspaniała gra gotowa.
Ciekawe materiały można znaleźć także na stronie poświęconej pedagogice M. Montessori. Ja z poniższej strony wydrukowałam materiały i użyłam ich jako flashcardów do utrwalania nowo poznanego słownictwa
Link do strony: http:www.montessoriforeveryone.com/assets/PDF/Life_Cycle_of_a_Pumpkin.pdf
3. Prezentacja w języku angielskim dotycząca słów najczęściej kojarzonych z HALLOWEEN. Bazę do prezentacji stanowiły materiały ze strony:
http://www.mes-english.com/flashcards/halloween.php
Poniżej efekt końcowy:
Prezentacja okazała się hitem dnia. Kubie tak spodobały się nowe wyrazy, że w ramach kontynuacji zrobiliśmy dodatkową książeczkę ze zdaniami. Darmowe flashcardy do naszej książeczki znalazłam na stronie:
http://halloween-cards.blogspot.com/2009/03/halloween-flash-cards.html
niedziela, 31 października 2010
Jesienny spacer
Jesień w pełni, więc korzystamy z każdej okazji by spędzić czas na dworze. Poniżej kilka migawek z naszego spaceru z Frankiem (kuzynem Antka i Kuby).
piątek, 14 maja 2010
W co się bawić – „Lata mucha koło ucha”
Celem naszej dzisiejszej zabawy z Antkiem jest:
- poznanie nowych zwierzątek ( z rodziny „owadowatych”),
- utrwalenie umiejętności wskazywania i nazywania części ciała,
- świetne ćwiczenie rytmiczne (kiedy dziecko osłucha się już z tekstem
można włączyć wybijanie rytmu, klaskanie itp.)
Do zabawy przydadzą się:
- tekst wierszyka , wydrukowany najlepiej na sztywnej kartce A4
(nie chybocze się podczas czytania i jest w stanie przetrwać atak małego
eksploratora), tekst rymowanki poniżej:
Lata osa koło nosa
Lata mucha koło ucha
Lata bąk koło rąk
Lecą ważki koło paszki
Lata pszczoła koło czoła
Lata mucha koło brzucha
Lecą muszki koło nóżki
Biegną mrówki koło główki
- komplet flashcardów bądź prezentacja PPP dot. zwierzątek ( najlepiej z
dźwiękiem lub animacją)
- bezwzględnie świetny humor uczestników.
Z prezentacją bądź flashcardami możemy zapoznać dziecko wcześniej, żeby już w trakcie recytowania rymowanki dziecko miało graficzny obraz części wyrazów. Równie dobrze możemy pokazać je po raz pierwszy w trakcie pierwszego i kolejnego recytowania.
Wierszyk jest idealny dla malucha ponieważ wszystkie słowa można pokazać i zamienić w ruch. Ćwiczymy jednocześnie zmysł wzroku, słuchu i dotyku.
Gdzieś wyczytałam, ze dotyk ma nie tylko istotne znaczenie dla prawidłowego rozwoju emocjonalnego, w dużym stopniu może także oddziałowywać na rozwój intelektualny. Dotyk jest ważny i dla małych i dla dużych dzieci. Tak więc czytając, wyjaśniając coś starszemu dziecku przytulmy je do siebie, posądźmy na kolanach – na pewno zapamięta więcej.
- poznanie nowych zwierzątek ( z rodziny „owadowatych”),
- utrwalenie umiejętności wskazywania i nazywania części ciała,
- świetne ćwiczenie rytmiczne (kiedy dziecko osłucha się już z tekstem
można włączyć wybijanie rytmu, klaskanie itp.)
Do zabawy przydadzą się:
- tekst wierszyka , wydrukowany najlepiej na sztywnej kartce A4
(nie chybocze się podczas czytania i jest w stanie przetrwać atak małego
eksploratora), tekst rymowanki poniżej:
Lata osa koło nosa
Lata mucha koło ucha
Lata bąk koło rąk
Lecą ważki koło paszki
Lata pszczoła koło czoła
Lata mucha koło brzucha
Lecą muszki koło nóżki
Biegną mrówki koło główki
- komplet flashcardów bądź prezentacja PPP dot. zwierzątek ( najlepiej z
dźwiękiem lub animacją)
- bezwzględnie świetny humor uczestników.
Z prezentacją bądź flashcardami możemy zapoznać dziecko wcześniej, żeby już w trakcie recytowania rymowanki dziecko miało graficzny obraz części wyrazów. Równie dobrze możemy pokazać je po raz pierwszy w trakcie pierwszego i kolejnego recytowania.
Wierszyk jest idealny dla malucha ponieważ wszystkie słowa można pokazać i zamienić w ruch. Ćwiczymy jednocześnie zmysł wzroku, słuchu i dotyku.
Gdzieś wyczytałam, ze dotyk ma nie tylko istotne znaczenie dla prawidłowego rozwoju emocjonalnego, w dużym stopniu może także oddziałowywać na rozwój intelektualny. Dotyk jest ważny i dla małych i dla dużych dzieci. Tak więc czytając, wyjaśniając coś starszemu dziecku przytulmy je do siebie, posądźmy na kolanach – na pewno zapamięta więcej.
czwartek, 13 maja 2010
Półmetek chorobowy i historia z melanocytem
Chorobowa aura powoli opuszcza nasze zacisze domowe. Dzieciaczki nie mają gorączki ,
przestały kaszleć i dokazują za troje. Wszystko powoli wraca do normy. Ostatnie dni
nie bardzo sprzyjały naukowej atmosferze. W myśl zasady że nauka ma być przede wszystkim przyjemnością zwolniliśmy trochę tempo, co moim skromnym zdaniem, wyszło nam na dobre.
W czasie kiedy Antek przygotowywał się do popołudniowej drzemki słuchając „syreniego” śpiewu mamusi (W tym tygodniu do snu mama magluje ”If toes were little fishes”) Kuba zażyczył sobie bajki i tu właśnie zaczyna się historia z melanocytem. Rozmowa którą odbyliśmy pochłaniając podwieczorek przebiegała mniej więcej tak:
KUBA: (z miną zaciętego naukowca)
Wiesz, że w Twojej skórze są melanocyty?
MAMA: ( zbita z tropu)
Tak? A co to takiego?
KUBA: Mamo no jak to co? Takie komórki z barwnikiem ( Patrzy na mamę, żeby sprawdzić czy ta nadąża) Każdy człowiek ma dwa rodzaje: czerwone i brązowe. Można je wymieszać i dlatego mamy różne skóry. Nawet Panowie z Afryki mogą się opalić wiesz? A ludzie z czerwonymi włosami…
M: Chodzi Ci o rudy kolor włosów?
K: Tak taki jak rdza no wiesz na metalu maja tylko czerwony. Ale Ty chyba nie wiesz...... ( Ulubione zdanie Kuby)
M: Czego nie wiem?
K: Że te melanocyty „produktują” melaninę i potrzebują do tego światła.
M: To ciekawe…
K: No.. i Bert wydostał się z tą melaniną na wierzch skóry i zrobił z włosów ludzką katapultę …….( i tu zaczyna się część science fiction relacji z bajki).
Uwielbiam słuchać tych jego wywodów. Nigdy chyba nie przestanie mnie zaskakiwać łatwość z jaką przychodzi mu przyswajanie wiedzy. Cudownie, że sam się do tego garnie i że sprawia mu to przyjemność. Trudno mi sobie przypomnieć kiedy zaczęła się ta fascynacja ludzkim ciałem. Pamiętam jak miał 3 latka i namiętnie oglądał bajki z serii „Było sobie życie”. Często recytował nam różne szczegóły a to o działaniu pęcherzyków płucnych innym razem o neuronach i hormonach. Kiedy zorientowaliśmy się że sprawa zaczyna robić się poważna, babcia sprezentowała mu cudowny atlas anatomiczny dla dzieci, który stał się numerem 1 na liście książek czytanych przed spaniem. Obecnie jesteśmy szczęśliwymi prenumeratorami „Tajemnic ludzkiego ciała”. Nasz model anatomiczny powoli nabiera kształtów rasowego szkieletu. Truposz aka Kostek jak lubi go nazywać Kuba posiada już oprócz czaszki z pniem i obiema półkulami mózgu, całkiem kompletny kręgosłup, lewe płuco, aortę, tętnice brzuszną, tchawicę i przełyk - elementy których nazwy wymieni nawet przez sen. Nauka anatomii jest dla niego fajna zabawą. Jestem z niego taka dumna. Mam nadzieje, że o tym wie. Kocham Cię Kubusiu.
przestały kaszleć i dokazują za troje. Wszystko powoli wraca do normy. Ostatnie dni
nie bardzo sprzyjały naukowej atmosferze. W myśl zasady że nauka ma być przede wszystkim przyjemnością zwolniliśmy trochę tempo, co moim skromnym zdaniem, wyszło nam na dobre.
W czasie kiedy Antek przygotowywał się do popołudniowej drzemki słuchając „syreniego” śpiewu mamusi (W tym tygodniu do snu mama magluje ”If toes were little fishes”) Kuba zażyczył sobie bajki i tu właśnie zaczyna się historia z melanocytem. Rozmowa którą odbyliśmy pochłaniając podwieczorek przebiegała mniej więcej tak:
KUBA: (z miną zaciętego naukowca)
Wiesz, że w Twojej skórze są melanocyty?
MAMA: ( zbita z tropu)
Tak? A co to takiego?
KUBA: Mamo no jak to co? Takie komórki z barwnikiem ( Patrzy na mamę, żeby sprawdzić czy ta nadąża) Każdy człowiek ma dwa rodzaje: czerwone i brązowe. Można je wymieszać i dlatego mamy różne skóry. Nawet Panowie z Afryki mogą się opalić wiesz? A ludzie z czerwonymi włosami…
M: Chodzi Ci o rudy kolor włosów?
K: Tak taki jak rdza no wiesz na metalu maja tylko czerwony. Ale Ty chyba nie wiesz...... ( Ulubione zdanie Kuby)
M: Czego nie wiem?
K: Że te melanocyty „produktują” melaninę i potrzebują do tego światła.
M: To ciekawe…
K: No.. i Bert wydostał się z tą melaniną na wierzch skóry i zrobił z włosów ludzką katapultę …….( i tu zaczyna się część science fiction relacji z bajki).
Uwielbiam słuchać tych jego wywodów. Nigdy chyba nie przestanie mnie zaskakiwać łatwość z jaką przychodzi mu przyswajanie wiedzy. Cudownie, że sam się do tego garnie i że sprawia mu to przyjemność. Trudno mi sobie przypomnieć kiedy zaczęła się ta fascynacja ludzkim ciałem. Pamiętam jak miał 3 latka i namiętnie oglądał bajki z serii „Było sobie życie”. Często recytował nam różne szczegóły a to o działaniu pęcherzyków płucnych innym razem o neuronach i hormonach. Kiedy zorientowaliśmy się że sprawa zaczyna robić się poważna, babcia sprezentowała mu cudowny atlas anatomiczny dla dzieci, który stał się numerem 1 na liście książek czytanych przed spaniem. Obecnie jesteśmy szczęśliwymi prenumeratorami „Tajemnic ludzkiego ciała”. Nasz model anatomiczny powoli nabiera kształtów rasowego szkieletu. Truposz aka Kostek jak lubi go nazywać Kuba posiada już oprócz czaszki z pniem i obiema półkulami mózgu, całkiem kompletny kręgosłup, lewe płuco, aortę, tętnice brzuszną, tchawicę i przełyk - elementy których nazwy wymieni nawet przez sen. Nauka anatomii jest dla niego fajna zabawą. Jestem z niego taka dumna. Mam nadzieje, że o tym wie. Kocham Cię Kubusiu.
wtorek, 11 maja 2010
Chorobowy galimatias
Wszystko zaczęło się od niewinnie wyglądającej wizyty na basenie… Nasz basen po raz pierwszy odwiedziliśmy kiedy Antoś skończył 6 miesięcy. Zaczęliśmy od zajęć z instruktorką Zajęcia rewelacyjne i pewnie dalej byśmy je kontynuowali (cena: tylko 250 + koszt pobytu na basenie za 10 zajęć) ale ponieważ basen rekreacyjny jest zarezerwowany w tym czasie tylko dla niemowlaków idea wspólnych wypadów rodzinnych legła w gruzach. Kolejnym razem odważyliśmy się zabrać chłopców razem i jak się okazało był to rewelacyjny pomysł. Zamienialiśmy się dziećmi co jakiś czas. Chłopcy uwielbiają te nasze wypady a ponieważ staramy się chodzić tam regularnie raz w tygodniu stało się to już naszym rytuałem rodzinnym.



Wracając do tej ostatniej wizyty na basenie. W sobotę wszystko było ok, ale w niedziele Kuba zaczął się skarżyć na uszy, potem dostał gorączki i jego nos zamienił się w rwący potok. Do Kuby dołączył też nie wyraźny Antek a dzisiaj mój kochany mężuś. Teraz mam już troje chorych dzieci. Co gorsza Kuba przez tydzień nie pójdzie do przedszkola wiec muszę się nieźle nagłowić co tu wymyślić ,żeby zająć jego ciekawską główkę. Przeraża mnie brak możliwości wyjścia z nimi na spacer. Po za tym normalnie jak jesteśmy we dwójkę w domu to jakoś się nimi dzielimy a teraz… wszyscy chcą wszystko robić na raz. Nie mówiąc już o tym, jaki powstaje przy tym bałagan.
Mój plan na dzisiaj z Kubą
- matematyczne domino
- rozsypanki językowe
- dokończenie prezentacji w PPP
- czytanie
- zabawy planszowe lub puzzle
Kuba sam zaproponował,, że dziś namaluje kolejny obrazek (plamy na Słońcu) do swojej książki o kosmosie ( mamy już Układ Słoneczny, planety wewnętrzne, zewnętrzne , teleskop i asteroidę). Jak będzie gotowa zapewne się nią pochwalę .
Mój plan na dzisiaj z Antkiem:
- planety układu słonecznego
- pierwiastki chemiczne
- kraje Europy
- dodawanie + standardowe karty z kropeczkami
Sporo tego mam nadzieje, że między jednym wycieraniem nosa a drugim uda mi się zrealizować plan chociaż w połowie. Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy chorych dzieci …..
Wracając do tej ostatniej wizyty na basenie. W sobotę wszystko było ok, ale w niedziele Kuba zaczął się skarżyć na uszy, potem dostał gorączki i jego nos zamienił się w rwący potok. Do Kuby dołączył też nie wyraźny Antek a dzisiaj mój kochany mężuś. Teraz mam już troje chorych dzieci. Co gorsza Kuba przez tydzień nie pójdzie do przedszkola wiec muszę się nieźle nagłowić co tu wymyślić ,żeby zająć jego ciekawską główkę. Przeraża mnie brak możliwości wyjścia z nimi na spacer. Po za tym normalnie jak jesteśmy we dwójkę w domu to jakoś się nimi dzielimy a teraz… wszyscy chcą wszystko robić na raz. Nie mówiąc już o tym, jaki powstaje przy tym bałagan.
Mój plan na dzisiaj z Kubą
- matematyczne domino
- rozsypanki językowe
- dokończenie prezentacji w PPP
- czytanie
- zabawy planszowe lub puzzle
Kuba sam zaproponował,, że dziś namaluje kolejny obrazek (plamy na Słońcu) do swojej książki o kosmosie ( mamy już Układ Słoneczny, planety wewnętrzne, zewnętrzne , teleskop i asteroidę). Jak będzie gotowa zapewne się nią pochwalę .
Mój plan na dzisiaj z Antkiem:
- planety układu słonecznego
- pierwiastki chemiczne
- kraje Europy
- dodawanie + standardowe karty z kropeczkami
Sporo tego mam nadzieje, że między jednym wycieraniem nosa a drugim uda mi się zrealizować plan chociaż w połowie. Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy chorych dzieci …..
wtorek, 4 maja 2010
Podsumowanie majówki
Mimo że pogoda w tym roku nam nie dopisala majowy weekend upłynoł nam w milej rodzinnej atmosferze. Udalo się nam zaliczyć kilka spacerów w tym wypad do lasu. Nasz pięcioletni przyrodnik- fotograf byl zachwycony perspektywą uwiecznienia cudownych wiosennych widoków obiektem naszego starego aparatu :-) Kubusiowe dziela ponizej
/>
Kolejną atrakcją majowego weekendu były częste wypady na hulajnogę.
Ostatniego dnia zrobiło się deszczowo, ponuro i chłodno dla odmiany wybralimy się w podróż do okoła swiata (palcem po globusie). Kuba upodobał sobie Rosje i Białorus które pokazuje na globusie każdemu kto znajduje się w zasięgu jego wzroku.
W ramach czytania Kuba przygotował pierwszą w swoim życiu prezentacje PP. Stworzył (przy niewielkiej pomocy mamy) ponad 30 slajdów z wyrazami, które obecnie czytamy (Kuba uczy się czytać metodą sylabową a w przedszkolu liznął trochę metody Ireny Majchrzak). Świetnie się przy tym bawiliśmy, Kuba zmieniał kolor i rozmiar czcionki co chwila sprawdzając efekty swojej pracy. Poza tym tworzenie prezentacji zmusiło go mimo woli do uważnej analizy całego wyrazu. Kuba ma świetną pamięć i kiedy juz zaznajomi się z nowymi wyrazami ma tendencje do ich zgadywania a nie czytania. Prezentacja urozmaiciła nasz program czytania pozwalając połączyć czytanie z nauką praktycznych i przydatnych w życiu rzeczy. Patrząc na wypieki na jego buzi i widząc determinacje i zaangażowanie z jakim brnął przez kolejne slajdy wierzę, ze posuwamy się w dobrym kierunku.
Punktem kulminacyjnym majowego weekendu było sadzenie ziół w naszych balkonowych doniczkach. Chłopcy z zapałem podeszli do swojego zadania- Antek w roli obserwatora Kuba w roli ogrodnika. Narobiliśmy niezłego bałaganu … Oby więcej takich weekendów tylko może bardziej słonecznych…
poniedziałek, 3 maja 2010
Zaskoczenie niedowiarka
Dzisiaj wbrew zaleceniom Domana sprawdziliśmy zdolność Antka do rozpoznawania ilości kropeczek na kartach. Ku naszemu zdziwieniu i ogromnemu zaskoczeniu ( dodam,że choć zapalu w przygotowywaniu materiałów mi nie brakowalo to jednak co do rezultatów odczuwałam pewną obawę)Antek bezbłędnie rozpoznał wlasciwe karty. Z wielkim uśmiechem na twarzy przyglądał się najpierw jednej potem drugiej karcie i z piskiem raczkowal do wlasciwej karty. W teorii dzieci nie lubią być testowane, ale widząc zadowolona minę synka i autentyczną radosć jaką sprawiało mu wskazywanie kart zaczynam wierzyć, że wszystko zależy od sposobu w jaki się tę wiedzę sprawdza. Idąc za ciosem sprawdziliśmy tez czy Antos pamięta wyrazy, które pokazywałam mu moze jakieś 2 miesiące temu. I tym razem Antos nas zaskoczył. Dzisiejszy test zdal w 100%. Tak zadowalający efekt sprawia, że widzę sens w dalszej żmudnej pracy z przygotowywaniem materialow. Jestem na etapie przygotowywania bitów inteligencji. Narazie udało mi się zrobic prezentacje z astronomii (planety układu słonecznego i fazy księżyca), biologii (kwiaty lesne i polne, krzewy, ssaki, motyle). Matematykę od maja pokazuje Antosiowi w formie prezentacji Power Point na ekranie telewizora, mały jest zachwycony a ja mam mniej pracy ;-).
sobota, 10 kwietnia 2010
Tragiczny dzień
Nic nie zapowiadało, że ten dzień skonczy się tak tragicznie. Najpierw katastrofa lotnicza w której ginie prezydent RP a później Antek,który cichaczem poraczkował do łazienki i dobrał sie do Vanisha!!!! Naszczęście w przeciwieństwie do pierwszego zdarzenia przygoda Antka skończyła się szczęśliwie -chociaż najadłam sie strachu :-) Po dzisiejszych wydarzeniach nie mam siły na matematykę z Antkiem .... ale sukces gwarantuje tylko sysytematyczna praca -wiec chyba zaczne odliczać kolejne 46 i 47 kropek ( dodam ze materiały robię sama według zaleceń z "How to teach your baby math" Oby jak najmniej takich dni !!
piątek, 9 kwietnia 2010
Początek przygody
Subskrybuj:
Posty (Atom)